Spis treści

Spis treści

Rok 2024 w ochronie zdrowia był rokiem niespełnionych oczekiwań - nie dlatego, że nie udało się przeprowadzić wszystkich reform, bo na to zwyczajnie potrzeba czasu, ale dlatego, że Ministerstwo Zdrowia nie umiało tymi oczekiwaniami zarządzić. Do Sejmu praktycznie nie trafiały ustawy zdrowotne, reforma szpitalnictwa wróciła do konsultacji publicznych, a samodzielność resortu wobec innych ministerstw nie zmieniła się ani trochę.

W pierwszym odcinku naszego podcastu w nowym roku czas na podsumowania.

Mam ogromną przyjemność ponowienie gościć w podcaście Paulinę Gumowską, Dyrektorkę Wydawniczą segmentu zdrowie i lifestyle w grupie PTWP. Rozmawiamy o tym co zdominowało rok 2024 w ochronie zdrowia, o energii i komunikacji w Ministerstwie Zdrowia i wreszcie o zmianach jakie zaszły w branży medycznej w ciągu ostatniego roku.

Z odcinka dowiesz się między innymi:
-> Czy po roku pracy w Ministerstwie Zdrowia nadal utrzymuje się ten sam poziom energii do dokonywania zmian w systemie?
-> Czy rok 2024 przyniósł realizację postulatów wyborczych w opiece zdrowotnej? A jeśli tak to których?
-> Czy rok 2025 ma szansę być bardziej efektywny w ochronie zdrowia? 

 

 

Najważniejsze wnioski

  • Ministerstwo Zdrowia nie zarządziło oczekiwaniami branży. Sam brak reform był do przewidzenia, problemem okazała się komunikacja tego, co jest realne w rok.
  • Ustaw po prostu nie ma. Posiedzenia sejmowej Komisji Zdrowia to nie są posiedzenia, na których dyskutuje się o ustawach, bo ustawy do Sejmu nie trafiają.
  • Fundusz kompensacyjny działa – Rzecznik Praw Pacjenta wypłaca świadczenia, a to już jest proces, od którego można się odbijać przy dalszych zmianach.
  • Projekty, które mają twarz, mają szansę na rozwój. Za funduszem kompensacyjnym stał Bartłomiej Chmielowiec, za opieką koordynowaną prof. Agnieszka Mastalerz-Migas. Reforma szpitalnictwa takiej twarzy potrzebuje.
  • Konsultacje publiczne to za mało. Liczy się nie to, czy się odbyły, tylko ile uwag realnie uwzględniono.
  • Samodzielność Ministerstwa Zdrowia: nic się nie zmieniło. Edukacja zdrowotna, budżet NFZ, składka zdrowotna – kluczowe rozstrzygnięcia zapadają poza resortem.

 

Jak podsumowaliśmy rok 2024 w ochronie zdrowia?

Punktem wyjścia było „archiwum wiedzy” – metoda, którą przyjęliśmy z Pauliną Gumowską, dyrektorką wydawniczą segmentu Zdrowie i Lifestyle w grupie PTWP, wydawcy portalu Rynek Zdrowia. Wróciliśmy do naszej rozmowy z listopada 2023 roku i sprawdziliśmy, co z ówczesnych postulatów, nadziei i tez się sprawdziło, co się nie sprawdziło, a co zmodyfikowała rzeczywistość.

Rozmawialiśmy w styczniu 2025 roku, a więc w zupełnie innym momencie. Rok wcześniej nie wiedzieliśmy nawet, kto obejmie resort zdrowia – choć typy padały i, jak się okazało, były trafne.

Warto pamiętać, z jakiego pułapu startowaliśmy. Najpierw Adam Niedzielski poszedł w politykę, później został zdymisjonowany, potem przyszła minister Katarzyna Sójka, po niej dwutygodniowa kadencja kolejnej minister, a na końcu czas oczekiwania na obsadzenie resortu. To spotęgowało i oczekiwania, i niepokój.

 

Czy po roku w Ministerstwie Zdrowia została jeszcze energia do zmian?

Tak – przynajmniej po stronie obserwatorów systemu. Paulina Gumowska mówi wprost, że jej wiara w system ochrony zdrowia pozostała bardzo duża, i dodaje coś niepopularnego: wierzy w każdego ministra zdrowia i każdemu kibicuje, niezależnie od barw politycznych. Logika jest prosta – im więcej niezadowolenia środowiska i kłód rzucanych pod nogi, tym mniej możliwości zmiany. A zmian dziś po prostu potrzeba.

Grzechem ochrony zdrowia jest przekonanie, że coś da się w niej zrobić szybko. Oczekujemy dużych zmian systemowych i pamięci instytucjonalnej, a po roku, kiedy nic odczuwalnego się nie wydarzyło, uznajemy, że coś idzie nie tak. Nie ma łatwych miesięcy w ochronie zdrowia.

Sama minister, zdaniem Pauliny Gumowskiej, wykonała pracę typowego menedżera wchodzącego do nowej firmy: na początku bardzo aktywna i widoczna, dużo spotkań, a później naturalne wejście w procesy. Mniejsza aktywność na zewnątrz nie oznacza słabszej pracy – to po prostu praca organiczna, u podstaw, która nie jest już tak „seksy” i którą dużo trudniej rozliczać.

Ocena dialogu też jest z natury nieobiektywna. Ci interesariusze, którzy mieli mniejszy kontakt z panią minister, powiedzą, że dialogu nie ma. Dyrektorzy szpitali, z którymi spotyka się często, ocenią go lepiej. Miarą staje się liczba spotkań z danym środowiskiem, a na końcu i tak pada pytanie: co z tych spotkań wynika.

 

Dlaczego w 2024 roku do Sejmu nie trafiały ustawy zdrowotne?

Bo ich zwyczajnie nie było. Redakcja Rynku Zdrowia jest obecna na posiedzeniach sejmowej Komisji Zdrowia i obserwacja jest jednoznaczna: to nie są komisje, na których rozmawia się o ustawach, bo żadne ustawy do Sejmu nie trafiają.

Stąd argument, który wybrzmiał w rozmowie najmocniej: ustawy dają podstawę do działania. Mamy dokument, więc możemy o czymś rozmawiać, możemy się od czegoś odbijać, możemy coś modyfikować.

Dobrym przykładem jest ustawa o jakości, co do której jest pewnie tyle samo zwolenników, co przeciwników. Gdyby nie została wprowadzona, prawdopodobnie do dziś byśmy jej nie mieli i raczej nie byłaby dziś priorytetem resortu. A skoro jest, to Rzecznik Praw Pacjenta wypłaca odszkodowania w ramach funduszu kompensacyjnego – to już się dzieje, to już jest proces, który można oceniać i poprawiać.

Ja sam patrząc wcześniej na te przepisy w fundusz kompensacyjny nie wierzyłem. Zaczął działać, więc sypię głowę popiołem: trochę więcej wiary.

 

Co decyduje o tym, że projekt w ochronie zdrowia się udaje?

Twarz i osobista odpowiedzialność. Projekty, za które ktoś bierze urzędniczą odpowiedzialność, mają szansę na rozwój.

Fundusz kompensacyjny to było dziecko Bartłomieja Chmielowca, który – mówiąc kolokwialnie – gryzł ziemię, żeby ustawa o jakości i fundusz powstały, i lobbował za nimi na każdym polu. Podobnie było z opieką koordynowaną: prof. Agnieszka Mastalerz-Migas dała temu projektowi twarz i od kongresu do kongresu, od medium do medium tłumaczyła, po co on jest. Były momenty, kiedy wszyscy pytali, czym w ogóle jest koordynacja i po co nam ona. Dziś jest coraz bardziej zrozumiała i korzysta z niej coraz więcej obywateli.

I odwrotnie: ustawa o szpitalach poległa między innymi dlatego, że minister uznał, że ma partię i większość, więc ustawa po prostu przejdzie. Nie wykonał pracy oddolnej z posłami. A na końcu decyduje też lokalna polityka i wpływ lokalnych polityków na posłów i senatorów – w tym umiłowanie do zasady „szpital w każdym powiecie”, które jest wyborczo istotne. Przy rządzie koalicyjnym i tak wielu interesariuszach jest to jeszcze trudniejsze.

 

Co dalej z reformą szpitalnictwa?

Projekt pojawił się dopiero w czwartym kwartale 2024 roku, a następnie wrócił do konsultacji publicznych. Minister zapowiedziała, że ustawa wróci po konsultacjach i zmianach na początku lutego.

Czy to czas stracony? Raczej nie. To duża rzecz i trzeba ją przemyśleć – czasem lepiej na taką ustawę poczekać, zwłaszcza że resort najpierw musiał zorientować się w sytuacji. Politycy zawsze opowiadają, że po dojściu do władzy załatwią to od razu, ale to nie tak działa.

Kluczowa jest determinacja. Tylko osobista determinacja ministra jest w stanie tę ustawę wprowadzić, bo trzeba albo przekonać środowisko i koalicjantów, albo pójść im wbrew – i tylko lobbing w dobrym znaczeniu tego słowa jest w stanie taki projekt przeforsować. Dla porównania: projektu Adama Niedzielskiego nigdy nie zobaczyliśmy w ostatecznym kształcie. To była ustawa yeti – gdzieś była, ale nikt jej nie widział.

Do tego dochodzi postulat konsekwencji: minister powinien stanąć za swoim projektem i nie wykonywać histerycznych ruchów. Wyjść i powiedzieć „to jest mój projekt, czekam na wasze uwagi”, a nie po pierwszych głosach sprzeciwu po cichu wybijać własnemu projektowi zęby.

 

Czy konsultacje publiczne wróciły do ochrony zdrowia?

Tu akurat się różnimy. Z mojej perspektywy prawniczej powrót projektu reformy szpitalnictwa do konsultacji to pozytywny odruch – przez kilka ładnych lat konsultacji w ogóle nie mieliśmy.

Paulina Gumowska jest ostrożniejsza: konsultacje w obszarze zdrowia się odbywały, tylko co z tego, że się odbywają, jeżeli później nie uwzględnia się uwag. Warto raczej analizować, ile uwag realnie uwzględniono, bo prowadzenie pozornych konsultacji jest grą polityczną, która pozwala na końcu powiedzieć: przecież rozmawialiśmy szeroko ze środowiskiem.

Podobnie wygląda sprawa projektu zmian w wynagrodzeniach pielęgniarek, odmrożonego z sejmowej zamrażarki przez marszałka Sejmu. Projekt wchodzi na komisję zdrowia, trafia na podkomisję, ktoś się spotyka, ktoś dyskutuje, potem znowu cisza. Formalnie jest procedowany. Tylko co z tego.

Stąd postulat odwagi cywilnej: żeby minister umiał powiedzieć danej grupie zawodowej „to jest wszystko, co jesteśmy dziś w stanie zaproponować, na rozmowę o wynagrodzeniach jest za wcześnie, wrócimy do niej za dwa lata”.

Jest w tym jednak brutalna arytmetyka wyborcza. Łatwiej powiedzieć „nie” środowisku niż pacjentom, bo do środowiska mówi się do mniejszej grupy. A kolejka do lekarza ma znaczenie przy urnie wyborczej.

 

Dlaczego rotacja kadr w Ministerstwie Zdrowia jest problemem?

Bo niszczy pamięć instytucjonalną. Jeśli patrzeć na ministerstwa jak na firmy, a na ministrów i dyrektorów departamentów jak na menedżerów, to nowe otwarcie zawsze ma swoje zalety – przychodzi nowy, dynamiczny zespół ze świetnymi pomysłami. Potrzebny jest jednak ktoś, kto pełni funkcję wentyla bezpieczeństwa.

Wymiana kadr w resorcie w ciągu ostatniego roku była ogromna, na każdym szczeblu, i to nie jest dobre. Szczególnie dotyczy to dyrektorów departamentów, którzy są kluczowymi osobami w każdym ministerstwie – to oni realnie wpływają na system, bo odpowiadają za konkretne zapisy i za słowa, które zmieniają sens poszczególnych paragrafów. Szkoda, że miotła poszła aż tak szeroko.

Z drugiej strony jest w tym logika menedżerska: przychodząc do nowej organizacji, chce się ją umeblować po swojemu, a trudno pracować z dyrektorem, któremu się nie ufa.

I jeszcze jedno zastrzeżenie na obronę powtarzania pomysłów: czasem można otwierać te same drzwi wiele razy i dopiero za kolejnym podejściem się udaje, bo zmienia się otoczenie rynkowe. Do starych pomysłów warto wracać.

 

Czy Ministerstwo Zdrowia stało się bardziej samodzielne?

Nie. Odpowiedź na to pytanie jest krótka: nic się nie zmieniło. Resort zdrowia nadal jest zależny od innych ministerstw.

Przykłady z rozmowy:

  • Edukacja zdrowotna – Ministerstwo Zdrowia bywa zaskakiwane wypowiedziami z innych resortów w sprawie tego, czy przedmiot ma być dobrowolny.
  • Budżet Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ) – wisi w Ministerstwie Finansów.
  • Składka zdrowotna – dyskusja toczy się raczej wbrew Ministerstwu Zdrowia.
  • Kwestie światopoglądowe – temat aborcji nie jest załatwiony, a dostęp do tabletki „dzień po” rozwiązano prowizorycznie, na tyle, na ile się dało.

Co ważne, to nie to samo co samodzielność samej minister. Ta jest duża: Izabela Leszczyna jest rozpoznawalnym politykiem, bardzo aktywnym w dużych ogólnopolskich mediach, choć od ministra zdrowia oczekiwalibyśmy raczej wypowiedzi bardziej wyważonych i mniej politycznych. Jej pozycja nie osłabła – zwłaszcza po wotum nieufności. Mówi się, że wota nieufności zawsze wzmacniają ministra, bo mobilizują drugą stronę do pokazania, co się udało.

 

Czy Ministerstwo Zdrowia dobrze się komunikuje?

Z mediami – to zależy od dziennikarza. Ten, który wydeptał sobie ścieżkę i dostaje odpowiedzi na pytania, powie, że komunikacja jest. Ten, który odpowiedzi nie dostaje, powie, że kuleje.

Na plus zmiana organizacyjna: w Ministerstwie Zdrowia jest osobny rzecznik prasowy i osobna dyrektorka zajmująca się komunikacją. To dobry podział, bo w poprzedniej ekipie te stanowiska były połączone, a to za dużo na jedną osobę, niezależnie od tego, kim ona jest. Warunkiem jest jednak dobra komunikacja wewnętrzna, żeby przekaz rzecznika i działu komunikacji był spójny.

Gorzej z komunikacją z pacjentami. Edukacja zdrowotna leży, profilaktyka też trochę leży, a sama liczba komunikatów resortu nie przełoży się na dotarcie do zwykłego obywatela – to byłoby zbyt proste. Zdrowie interesuje nas wtedy, kiedy stoimy w kolejce do lekarza albo kiedy zachoruje ktoś bliski. To trochę jak z kupowaniem samochodu: reklamy widzimy cały czas, ale zaczynają nas interesować dopiero wtedy, gdy temat staje się dla nas istotny. Świadomości zdrowotnej nie zbudowało jak dotąd ani obecne ministerstwo, ani poprzednie.

 

Ile zostało z umowy koalicyjnej w obszarze zdrowia?

Niewiele, choć trzeba to czytać uczciwie. Na liście stu konkretów zielonych elementów jest niewiele, a te dotyczące zdrowia są pomarańczowe. Jednocześnie wszyscy wiemy, że problemu kolejek nie da się rozwiązać w rok – nikt, kto choć trochę zna tę branżę, tego nie oczekiwał.

Dlatego podsumowanie brzmi: to był rok niespełnionych oczekiwań. Nie dlatego, że nie wprowadzono wszystkich reform, bo na to potrzeba czasu, tylko dlatego, że Ministerstwo Zdrowia nie umiało zarządzić oczekiwaniami środowiska.

Do tego dochodzi ostrzeżenie na przyszłość: żeby resort nie zaczął budować wokół siebie muru. Adam Niedzielski – pomijając wątki prawne – kończył z opinią człowieka, który zamknął się na Miodowej i odciął od rozmów z branżą. Nie ma znaczenia, czy ta narracja była prawdziwa. Skończył z taką opinią.

 

Czy rok 2025 może być bardziej efektywny?

Może, pod warunkiem że przestaniemy patrzeć na ochronę zdrowia wyłącznie przez pryzmat tego, co nie działa. Lubimy celebrować dziadostwo, a to nie jest tak, że każdy polski szpital jest źle zarządzany. Kiedy zejdzie się z poziomu ministerstwa i odejdzie od polityki, widać, ilu niesamowitych ludzi zmienia ochronę zdrowia oddolnie – co pokazuje chociażby konkurs Kobiety Rynku Zdrowia.

Te zmiany się dzieją. Chcielibyśmy tylko, żeby zmiany otoczenia rynkowego działy się równolegle ze zmianami wprowadzanymi przez Ministerstwo Zdrowia. Tak nie jest i nie wiadomo, czy kiedykolwiek będzie.

Stąd pytanie, które warto postawić w 2025 roku: na ile legislacja opóźnia procesy zmian w ochronie zdrowia, a na ile jest po prostu z boku, podczas gdy eksperci, dyrektorzy i menedżerowie i tak idą swoimi ścieżkami i sami wdrażają reformy. To temat na osobną rozmowę – bo z perspektywy prawnika równie ważne jest pytanie, jak systemu ochrony zdrowia nie przeregulować.

 

FAQ

Jak można podsumować rok 2024 w ochronie zdrowia? Jako rok niespełnionych oczekiwań. Nie chodzi o to, że nie udało się przeprowadzić wszystkich reform, bo na to potrzeba czasu, ale o to, że Ministerstwo Zdrowia nie umiało zarządzić oczekiwaniami środowiska.

Czy w 2024 roku uchwalono dużo ustaw zdrowotnych? Nie. Z obserwacji posiedzeń sejmowej Komisji Zdrowia wynika, że nie były to posiedzenia poświęcone ustawom, ponieważ ustawy do Sejmu nie trafiały.

Czy fundusz kompensacyjny działa? Tak. Rzecznik Praw Pacjenta wypłaca odszkodowania w ramach funduszu kompensacyjnego, więc proces już się toczy i stanowi punkt wyjścia do dalszych modyfikacji przepisów.

Co dalej z reformą szpitalnictwa? Projekt wrócił do konsultacji publicznych, a minister zapowiedziała jego powrót po konsultacjach i zmianach na początku lutego. O powodzeniu zdecyduje przede wszystkim osobista determinacja ministra i praca z posłami.

Dlaczego niektóre projekty w ochronie zdrowia się udają, a inne nie? Bo mają twarz. Projekty, za którymi stoi konkretna osoba biorąca urzędniczą odpowiedzialność, mają szansę na rozwój – tak było z funduszem kompensacyjnym i opieką koordynowaną.

Czy Ministerstwo Zdrowia jest samodzielne wobec innych resortów? Nie zmieniło się to w ciągu roku. Kluczowe kwestie, jak edukacja zdrowotna, budżet NFZ, składka zdrowotna czy tematy światopoglądowe, rozstrzygają się poza Ministerstwem Zdrowia.

Czy same konsultacje publiczne wystarczą? Nie. Istotne jest nie to, czy konsultacje się odbyły, ale ile zgłoszonych uwag zostało realnie uwzględnionych. Konsultacje pozorne są przede wszystkim narzędziem politycznym.

Dlaczego rotacja kadr w ministerstwie ma znaczenie dla branży? Bo dyrektorzy departamentów odpowiadają za konkretne zapisy ustaw i realnie wpływają na kształt systemu. Duża wymiana kadr osłabia pamięć instytucjonalną i ciągłość prac legislacyjnych.

 

Podsumowanie

Rok 2024 w ochronie zdrowia zostawia mieszany bilans: z jednej strony realnie działający fundusz kompensacyjny i rosnąca zrozumiałość opieki koordynowanej, z drugiej pustka legislacyjna, reforma szpitalnictwa wciąż przed nami i niezmieniona zależność resortu od innych ministerstw. Dla branży medyczno-farmaceutycznej najważniejszy wniosek jest jednak taki, że zmiany nie biorą się z samych zapowiedzi – biorą się z projektów, za którymi ktoś stoi i które ktoś konsekwentnie doprowadza do końca.

Całej rozmowy z Pauliną Gumowską, wraz z pełnym „archiwum wiedzy” i wątkami, których nie zmieściliśmy w tym wpisie, możesz wysłuchać w 69. odcinku podcastu „Recepta na przepis”.

Materiał ma charakter wyłącznie informacyjny i nie stanowi porady prawnej.

Potrzebujesz wsparcia podatkowego lub prawnego?

Wypełnij niezobowiązująco formularz,
a nasz konsultant skontaktuje się z Tobą.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów