Spis treści

Spis treści

To już ostatni odcinek naszego podcastu w roku 2023, a zatem przyszedł czas na podsumowania. Niewątpliwie rok 2023 przyniósł, głównie pod jego koniec, wiele zmian, nie tylko w ochronie zdrowia, ale we wszystkich obszarach, w związku ze zmianami politycznymi w naszym kraju.

W odcinku 55 staramy się zebrać najważniejsze wydarzenia tego roku w branży medycznej, a także spróbować przewidzieć co może albo co powinno nastąpić w roku 2024.

O tym co było i to tym co będzie rozmawiam z gościem dzisiejszego odcinka, którym jest Paulina Gumowska, Redaktor Naczelna segmentu zdrowie i portalu Rynek Zdrowia.

Z odcinka dowiesz się między innymi:
-> Jaki był rok 2023 w ochronie zdrowia w Polsce?
-> Co się udało a czego nie udało się osiągnąć w roku 2023 w branży medycznej?
-> Co może się wydarzyć w roku 2024?

Zapraszamy do wysłuchania odcinka!

 

Rok 2023 w ochronie zdrowia to obraz mieszany: dobre kierunki i słabe wykonanie. Największą zmianą minionej kadencji było to, co wydarzyło się wokół kształcenia medyków – kierunek słuszny, ale sposób otwierania nowych kierunków lekarskich budzi poważny niepokój. Ustawa o jakości w opiece zdrowotnej i bezpieczeństwie pacjenta ostatecznie weszła w życie, choć z perspektywy prawniczej jej finalna wersja jest wyraźnie słabsza od projektu z 2021 roku, a reforma szpitalnictwa nie powstała w ogóle. Na 2024 rok kluczowy postulat brzmi: nie rok wielkich słów i reform, tylko rok kierunkowych, konkretnych działań.

 

Najważniejsze wnioski

  • Zmiany wokół kształcenia medyków to największa zmiana minionej kadencji, ale problemem jest wykonanie: Polska Komisja Akredytacyjna wydaje negatywne opinie, a rekrutacje na nowe kierunki lekarskie i tak nie są wstrzymywane.
  • Ustawa o jakości w opiece zdrowotnej i bezpieczeństwie pacjenta w finalnym kształcie jest słabsza niż pierwotny projekt z 2021 roku. Z niektórych działów wycięto tak dużo, że wątki się urywają.
  • Ustawa o modernizacji szpitalnictwa nie powstała, choć zapowiadano ją jako „konstytucję dla szpitali”. Projekt dało się dopracować – przegrał z polityką.
  • Umowa koalicyjna jest umową kierunkową, bez konkretów dotyczących ochrony zdrowia. Jej zaletą jest jawność, która pozwala później powiedzieć „sprawdzam”.
  • Zniesienie limitów w szpitalnictwie za 25 miliardów złotych budzi zasadniczą wątpliwość praktyczną: kto tych pacjentów ma zoperować, skoro kadra ma swoje ograniczenia dobowe.
  • System na poziomie placówek działa niezależnie od tego, co dzieje się w Ministerstwie Zdrowia. To wątek, któremu w publicznej debacie poświęca się zdecydowanie za mało uwagi.

 

Dlaczego Ministerstwo Zdrowia nazywa się „gorącym kartoflem” i czy to trafna narracja?

Obojgu rozmówcom ta narracja przestała odpowiadać – nie dlatego, że jest nieprawdziwa, ale dlatego, że stała się smutna i jałowa. Kilka tygodni funkcjonowania w mediach wystarczyło, żeby przestała cokolwiek wyjaśniać.

Sytuacja, w której jednego dnia ktoś jest kandydatem na ministra, a dwa dni później już nie, sporo mówi o momencie, w którym jesteśmy – ale nie mówi nic o samym resorcie. Warto też zachować proporcje: trudno uwierzyć, że w kraju nie ma osób z ambicją przejęcia Ministerstwa Zdrowia. To jednak władza i duża perspektywa, nawet jeśli obejmujący ten resort zwykle „dostaje po łbie”.

Znacznie ważniejsza jest inna obserwacja. Obserwując przez lata, jak funkcjonuje ochrona zdrowia, trudno oprzeć się wnioskowi, że nie ma większego znaczenia, która opcja polityczna akurat rządzi – to zawsze było, jest i zapewne będzie trudne ministerstwo, bo zdrowie samo w sobie jest trudnym obszarem. Dotyczy wszystkich, wszyscy chorujemy.

Stąd druga, bardziej gorzka teza z odcinka: minister zdrowia z naszych marzeń chyba jeszcze się nie urodził. Balonik pod nazwą „minister zdrowia i reformy” napompowaliśmy tak mocno, że nie ma kandydata, który mógłby mu sprostać.

 

Reforma czy po prostu zmiana? Dlaczego to nie jest spór o słowa

Wszyscy chcą reformować – a być może zamiast reformować należałoby po prostu pewne rzeczy zmienić. To inne słowo i inna obietnica.

„Reforma” brzmi poważnie i obywatel odbiera ją jako zapowiedź, że coś zostanie bardzo mocno przebudowane. Tymczasem ochrony zdrowia nie da się zburzyć i zacząć od zera: są pacjenci, są szpitale, nie da się jednego dnia zlikwidować kolejek, a drugiego zamknąć placówek i ogłosić punktu zero. Punktu zero w ochronie zdrowia po prostu nie ma.

Kluczowe jest więc coś prostszego: żeby ustawy powstawały i szły do przodu. I żeby zmiany nie były wprowadzane wrzutkami.

Mechanizm wrzutek bywa zrozumiały – najłatwiej dorzucić przepis do ustawy, która akurat jest procedowana, bo to skraca czas oczekiwania na jego wejście w życie. Gorzej, gdy wrzutka nie wynika z potrzeby ochrony zdrowia, tylko z chęci przyspieszenia czegoś albo ukrycia. Efekt bywa zresztą odwrotny od zamierzonego: zamiast nikt się nie zorientować, orientują się wszyscy, bo sprawa i tak zostaje wyciągnięta.

 

Kto naprawdę pcha ochronę zdrowia do przodu?

Ludzie na poziomie placówek – i to im w publicznej debacie poświęca się zdecydowanie za mało uwagi. To jeden z najmocniejszych wątków całej rozmowy.

Ochrona zdrowia to system wielopoziomowy, złożony z bardzo wielu elementów, w tym ludzkich: Ministerstwo Zdrowia, urzędnicy, izby, związki zawodowe. Ale też rzesze menedżerów, którzy po prostu przychodzą codziennie do pracy i robią małe reformy. Rozumieją, że ustawy są procedowane wrzutkami, podoba im się minister albo nie – i zostawiają to z boku. Jest opieka koordynowana, więc pytanie brzmi, co z nią zrobić. Chcą się rozwijać, chcą wiedzieć, jak dziś mądrze zarządzać ochroną zdrowia w Polsce.

Placówki nie mogą stać i czekać. Widzieliśmy to wyraźnie w czasie pandemii: gdyby lekarze, biały personel i menedżerowie siedzieli i zastanawiali się, co wymyśli ministerstwo, system by stanął. Jeżeli nie wiadomo, co robić odgórnie, trzeba odnaleźć się samemu.

W dyskusji o ochronie zdrowia tak mocno skupiliśmy się na tym, co nie działa, że umyka nam ta część, która mówi po prostu: da się.

 

Co udało się w 2023 roku? Kształcenie medyków i paradoks Polskiego Ładu

Nowe kierunki lekarskie – dobry kierunek, złe wykonanie

Największą zmianą minionej kadencji było to, co wydarzyło się wokół kształcenia medyków – zmiana wielopoziomowa, choć jej wykonanie budzi poważne zastrzeżenia.

Spór miał czytelny układ: rezydenci ostrzegali, że to się źle skończy, a po drugiej stronie dyrektorzy szpitali i profesorowie mówili, że potrzebują więcej kadry medycznej. Ministerstwo Zdrowia zdecydowało się inwestować w nowe kierunki lekarskie. Po kilku latach, a zwłaszcza po ostatnich intensywnych miesiącach, coraz trudniej oprzeć się wrażeniu, że rezydenci mieli rację.

Sam kierunek pozostaje słuszny. Kadry brakuje szeroko – nie tylko lekarzy, ale od lat również pielęgniarek – a społeczeństwo starzeje się nieubłaganie. Problemem jest wykonanie.

Niepokojące jest przede wszystkim to, że Polska Komisja Akredytacyjna wydaje negatywne opinie, a właściwie nic się z tym dalej nie dzieje: kierunki są nadal otwierane, rekrutacje nie są wstrzymywane. W rozmowie z gościem odcinka ówczesna minister zdrowia Katarzyna Sójka odniosła się do tego stwierdzeniem, że to przecież tylko opinia. W tym „tylko” mieści się cały problem. Po to mamy taki organ, żeby w sytuacji, gdy mówi, że nie ma zaplecza do nauki, wziąć to pod uwagę.

Stąd konkretny postulat: zamiast otwierać po pięć kierunków rocznie, może warto otwierać dwa. Jeżeli za liczbą uczelni ma iść jakość, jak zapewniało ministerstwo, to trzeba to młodym ludziom udowodnić.

Obrazowo ujęła to rozmówczyni: chcieliśmy przesiąść się z malucha do BMW i dobrze, że chcemy. Tylko rządzący od razu dokupili kolorowe lusterka i migające ledy, zamiast sprawdzić, czy silnik to wytrzyma.

 

Paradoks Polskiego Ładu w ochronie zdrowia

Program kojarzy się powszechnie negatywnie – głównie przez zmiany podatkowe – ale sporo jego postulatów zdrowotnych zostało zrealizowanych. Sam Polski Ład się rozsypał, natomiast postulaty pozostały.

Wynikają z niego m.in. krajowe programy onkologiczny i kardiologiczny, a także wątek kadr medycznych. To element pośredni: pozytywny co do kierunku i faktu realizacji, negatywny co do wykonania.

 

Ustawa o jakości – sukces czy porażka?

Odpowiedź zależy od tego, czy patrzy się na debatę publiczną, czy na sam tekst ustawy. W rozmowie te dwie perspektywy wyraźnie się rozeszły.

 

Plus: pojęcie jakości weszło do obiegu

Z perspektywy dziennikarskiej największym plusem całej awantury o ustawę jest to, że w ogóle zaczęliśmy dyskutować o jakości. Gdy w pewnym momencie pojawił się pomysł likwidacji Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia (CMJ), wiele osób spoza branży w ogóle dowiedziało się, że taka instytucja istnieje – a skoro jej broniono, znaczy, że odgrywa w systemie ważną rolę.

Warto przy tym pamiętać o członie tytułu, o którym się zapomina. Ustawa dotyczy nie tylko jakości w opiece zdrowotnej, ale też bezpieczeństwa pacjenta – narracyjnie ten fragment zszedł na drugi plan.

Pozostaje jednak pytanie, którego branża nie zadaje sobie dość często: czy ktokolwiek poza naszą bańką wie, co znaczy, że szpital jest akredytowany? Szpitale występują o akredytację i publikują certyfikaty na stronach internetowych, ale przeciętny pacjent nie ma pojęcia, gdzie to sprawdzać i co to dla niego oznacza. Pacjent na końcu nie musi tego rozumieć – on ma to poczuć.

 

Minus: finalna wersja jest słabsza od projektu

Z perspektywy prawniczej ocena ustawy o jakości jest zdecydowanie negatywna – ma potężne braki.

Kluczowa obserwacja: pierwotny projekt z 2021 roku był zdecydowanie lepszy niż wersja finalna. I nie jest to przypadek odosobniony. W niektórych działach można odnieść wrażenie, że osoba wycinająca przepisy po prostu wycięła za dużo – nagle pewne wątki się urywają i nie do końca wiadomo, co z tym zrobić.

Tu ujawnił się w rozmowie realny spór. Stanowisko dziennikarskie, podzielające pogląd przypisany w odcinku Małgorzacie Gałązce-Sobotce, brzmi: lepiej mieć jakąś ustawę i później ją zmieniać, niż nie mieć żadnej. Jeżeli każdą ustawę będziemy procedować z uwzględnieniem wszystkich głosów wszystkich stron, nic się w ochronie zdrowia nie zmieni. Oczekujemy od ministra śmiałych i niezależnych decyzji, a jednocześnie mówimy mu, żeby akurat w tej sprawie śmiały nie był.

Stanowisko prawnicze jest odwrotne: z takim podejściem trudno się zgodzić, bo ta konkretna ustawa naprawdę ma potężne braki.

 

Ryzyko: jakość sprowadzona do posiłków i ankiet

Smutne jest to, że publiczna dyskusja o jakości skończyła się na posiłkach w szpitalach. Menedżerowie, którym się chciało, dawno publikowali zdjęcia posiłków i jadłospisy – trudno uwierzyć, że jest w Polsce dyrektor szpitala, który nie zrobił wszystkiego, żeby jakość posiłków była dobra. Skoro ministerstwo rozwiązało ten problem, dokładając pieniędzy, samo uznało, że to temat do rozwiązania w najprostszy sposób. Nie trzeba było budować wokół tego całej narracji.

To samo ryzyko dotyczy ankiet pacjentów według konkretnego, publikowanego wzoru. To również nie jest żadna nowość – ankiety oceniające placówki funkcjonują od dawna. Jak zauważył jeden z wcześniejszych gości podcastu, wiele narzędzi zapisanych w ustawie o jakości już na dobrą sprawę działa i nie jest niczym innowacyjnym z punktu widzenia placówek. Rodzi to zupełnie inną wątpliwość: na ile ta ustawa w tej formie w ogóle była potrzebna.

 

Dlaczego nie powstała reforma szpitalnictwa?

Ustawa o modernizacji szpitalnictwa przegrała z polityką – i to mimo bardzo mocnych zapowiedzi.

W grudniu 2021 roku ówczesny minister zdrowia Adam Niedzielski ogłaszał reformę szpitali na konferencji prasowej, z ówczesnym wiceministrem Sławomirem Gadomskim za plecami. Padło wtedy określenie „konstytucja dla szpitali” – po wzorze wcześniejszej „konstytucji dla nauki” – więc zabrzmiało to bardzo poważnie. Chwilę później nie było już w ministerstwie ani wiceministra Gadomskiego, ani później ministra Niedzielskiego, a ustawy o szpitalach jak nie było, tak nie ma.

Ocena samego projektu jest przy tym wyraźnie łagodniejsza niż w przypadku ustawy o jakości: nad tym projektem dało się popracować. Braki oczywiście były, w sposób naturalny – tak zwykle bywa przy stanowieniu prawa.

Problem był gdzie indziej. Połączenie stref wpływów politycznych daje sprzeczne komunikaty: chcemy reformy szpitali, ale na pewno nie takiej. Chcemy topowych menedżerów, ale nie w taki sposób.

 

Czego oczekiwać po 2024 roku?

Reformy szpitalnictwa raczej nie będzie

Przed nami maraton wyborczy, z którego nie uciekniemy właściwie do 2025 roku – wybory samorządowe i wybory do Parlamentu Europejskiego będą mocno wpływać na ochronę zdrowia.

Przy wyborach samorządowych, gdzie każdy chce mieć szpital u siebie, opór będzie duży. „Likwidacja” to w okresie wyborczym słowo zakazane, a reforma szpitali wiąże się z likwidacją – być może nie samych szpitali, ale oddziałów. Z zastrzeżeniem, które warto podkreślić: nie w taki sposób, jak dzieje się to dzisiaj, czyli zamykamy oddział, bo nie mamy kadry – tylko dlatego, że mamy strategię i wiemy, po co ten oddział jest potrzebny.

 

Zniesienie limitów w szpitalnictwie: konkret, ale też zasadnicza wątpliwość

Umowa koalicyjna przewiduje zniesienie limitów w szpitalnictwie, z kwotą 25 miliardów złotych. To bodaj największy konkret dotyczący ochrony zdrowia w całym dokumencie.

Argument za, przedstawiony w rozmowie gościa odcinka z senator Beatą Małecką-Liberą, brzmi: jesteśmy w tak trudnej sytuacji i tylu pacjentów potrzebuje pilnej pomocy, że najpierw trzeba rozładować kolejki, a dopiero potem wracać do wzmacniania roli podstawowej opieki zdrowotnej (POZ). Skoro eksperci mówią o brakujących w systemie 100 miliardach, to 25 miliardów przeznaczonych na konkretny cel daje szansę na szybki, wymierny efekt.

Wątpliwości są jednak dwie i obie są praktyczne.

Po pierwsze, to odwraca piramidę świadczeń. Mówimy, że POZ ma być wzmocniony, że mamy opiekę koordynowaną, a szpital powinien być na końcu łańcuszka – i jednocześnie kierujemy największy strumień pieniędzy do szpitalnictwa. Czy to na pewno dziś podstawowa potrzeba?

Po drugie – i to pytanie pojawia się w rozmowie najostrzej – kto tych ludzi ma zoperować i wyleczyć? Wiemy przecież, że kadra ma swoje ograniczenia dobowe. Szpitale, jak zapewniano, deklarują, że są w stanie wziąć taką odpowiedzialność na siebie, ale w jaki sposób to sprawdzono, nie wiadomo.

Stąd konkretny postulat pod adresem polityków: żeby nie skończyło się tak, że na poziomie politycznym coś zostaje zmienione i pieniądze zostają wpompowane w system, a placówki nagle zostają z problemem same – dokładnie jak przy ustawie o minimalnych wynagrodzeniach. Bo pacjent usłyszy medialnie, że limitów nie ma i można się leczyć, a potem okaże się, że nie ma kto: nie dlatego, że nie ma specjalisty, tylko dlatego, że ten specjalista jest już tak obciążony, że nie jest w stanie.

 

Samodzielność Ministerstwa Zdrowia

Postulat gościa odcinka: żeby Ministerstwem Zdrowia nie rządziły inne ministerstwa ani światopogląd.

Zależność od Ministerstwa Finansów jest naturalna – przy budżecie rzędu 160-170 miliardów złotych trudno oczekiwać czegoś innego. Ale ostatnie lata pokazały też interwencje Ministerstwa Sprawiedliwości, chociażby w kwestii no-fault, oraz silny związek z resortem nauki przy otwieraniu kierunków lekarskich.

Osobna sprawa to kwestie światopoglądowe, które zawsze były i zapewne będą rozgrywane politycznie, a mają duży wpływ na ochronę zdrowia. Przykładem podanym w odcinku nie jest aborcja, tylko in vitro – i to, jak zmieniło się podejście do programów in vitro przed rokiem 2015 i po nim.

Warto przy tym odnotować różnicę zdań co do samej roli polityki. Stanowisko gościa jest jednoznaczne: o zdrowiu trzeba rozmawiać politycznie, a przekonanie, że da się to robić ponad podziałami, to utopia i dyskusja czysto akademicka. Z drugiej strony pada pytanie, do jakiego stopnia polityka powinna na ochronę zdrowia wpływać – zwłaszcza w warstwie światopoglądowej.

 

Jawna umowa koalicyjna jako narzędzie rozliczania

Umowa koalicyjna jest umową kierunkową – i to określenie oddaje ją najlepiej. Nie ma w niej konkretów ani wizji; pokazuje jakiś kierunek i to, którymi obszarami koalicja zajmie się w pierwszej kolejności, ale nie pozwala przewidzieć, co przyniesie 2024 rok.

Jej realną zaletą jest jednak jawność. Nawet przy braku konkretów zdrowotnych pozwala później powiedzieć: sprawdzam, zobaczcie, co tutaj napisaliście.

Podobnie z programami wyborczymi, które tym razem były czytelne – wystarczyło wejść na stronę partii i kliknąć zakładkę „Zdrowie”. Czasem ciekawsze było to, czego w programie nie było: jak wskazano w odcinku, Konfederacja miała zdanie, PSL miał zdanie, a Koalicja Obywatelska nie miała zapisanego nic. To również sporo mówi o tym, które tematy są dla kogo ważne. Warto do tych programów wracać za rok, dwa i trzy.

 

FAQ

Kiedy nagrano ten odcinek i dlaczego to ma znaczenie? W drugiej połowie listopada 2023 roku, gdy nazwisko nowego ministra zdrowia nie było jeszcze znane. Odcinek ukazał się w grudniu, więc część prognoz politycznych czytelnik zna już z odpowiedzią.

Co uznano za największą zmianę minionej kadencji w ochronie zdrowia? Zmiany wokół kształcenia medyków – jako zmianę wielopoziomową i największą, choć z poważnymi zastrzeżeniami do wykonania.

Na czym polega problem z otwieraniem nowych kierunków lekarskich? Polska Komisja Akredytacyjna wydaje negatywne opinie, a mimo to kierunki są otwierane i rekrutacje nie są wstrzymywane. W odcinku pada postulat, by otwierać mniej kierunków rocznie, ale z realnym zapleczem dydaktycznym.

Jak oceniono ustawę o jakości w opiece zdrowotnej i bezpieczeństwie pacjenta? Dwojako. Plusem jest to, że pojęcie jakości weszło do publicznego obiegu. Minusem – że finalna wersja ustawy jest wyraźnie słabsza od projektu z 2021 roku i ma potężne braki legislacyjne.

Dlaczego nie uchwalono ustawy o modernizacji szpitalnictwa? W ocenie rozmówców przegrała z polityką, mimo zapowiedzi określanych mianem „konstytucji dla szpitali”. Sam projekt oceniono jako materiał, nad którym dało się pracować.

Co zapisano w umowie koalicyjnej w zakresie ochrony zdrowia? Umowa ma charakter kierunkowy i nie zawiera konkretów. Najbardziej konkretny zapis dotyczy zniesienia limitów w szpitalnictwie, z kwotą 25 miliardów złotych.

Jaka jest główna wątpliwość wobec zniesienia limitów? Nie finansowa, tylko kadrowa: kto ma wykonać te świadczenia, skoro kadra medyczna ma ograniczenia dobowe. Dodatkowo takie rozwiązanie odwraca piramidę świadczeń, w której to POZ i opieka koordynowana miały być wzmacniane.

Jaki jest główny postulat na 2024 rok? Żeby nie był to rok wielkich słów i wielkich reform, tylko rok kierunkowych, konkretnych działań rozwiązujących bieżące problemy.

 

Podsumowanie

Rok 2023 w ochronie zdrowia nie był rokiem, w którym nic się nie działo – i warto to powiedzieć wprost, bo sprowadzenie całej dyskusji do zadłużenia szpitali i rosnących kolejek byłoby po prostu nieprawdziwe. Działo się dużo, tylko rozjazd między kierunkiem a wykonaniem był w większości tematów uderzający.

Na 2024 rok wniosek jest może mniej efektowny, niż byśmy chcieli, ale za to praktyczny: zamiast burzyć i reformować, warto po prostu doprowadzać ustawy do końca i rozwiązywać konkretne problemy. Ochrona zdrowia nie lubi patosu – i nie potrzebuje kolejnego roku mówienia wielkimi słowami.

Całej rozmowy posłuchasz w 55. odcinku podcastu „Recepta na przepis”

Materiał ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej.

Potrzebujesz wsparcia podatkowego lub prawnego?

Wypełnij niezobowiązująco formularz,
a nasz konsultant skontaktuje się z Tobą.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów