W ramach podcastu wiele mówimy o regulacjach prawnych, organizacji placówek czy ich finansowaniu. Niezbędne jest jednak również skoncentrowanie się na samym personelu, nie tylko medycznym, bo to przede wszystkim ludzie tworzą system ochrony zdrowia w naszym kraju.
-> Jaki jest powszechny wizerunek pracownika ochrony zdrowia i ile w nim prawdy?
-> Jak ważna jest edukacja w procesie dbania o kondycję psychiczną pracowników ochrony zdrowia?
-> Gdzie powinni szukać wsparcia pracodawcy i pracownicy mierzący się z tym problemem?
Na te i inne pytania odpowiada gość dzisiejszego odcinka, którą jest Urszula Szybowicz, Prezes Fundacji Nie Widać Po Mnie, Wiceprezes zarządu Polskiego Towarzystwa Koordynowanej Ochrony Zdrowia oraz Dyrektor Operacyjna Polskiej Federacji Szpitali.
Poniżej zamieszczamy również linki do informacji i dokumentów, o których rozmawiamy w odcinku 39:
https://niewidacpomnie.org/wyspa/
https://niewidacpomnie.org/2022/09/19/o-wypaleniu-zawodowym-medykow-publikacja-harvard-global-health-institute/
https://niewidacpomnie.org/2022/09/15/o-zdrowiu-psychicznym-lekarzy-i-innych-zawodow-medycznych/
https://niewidacpomnie.org/2022/09/14/wypalenie-zawodowe-wsrod-personelu-medycznego-czy-jest-jak-przeciwdzialac/
Analiza badań fundacji: https://www.youtube.com/watch?v=iTYfjJ4ltJ8&t=741s
Problem złej kondycji psychicznej w ochronie zdrowia istnieje i potwierdza go każde badanie, ale istnieją też konkretne rozwiązania. Wypalenie napędzają przede wszystkim obciążenia administracyjne i stała gotowość, a nie – wbrew obiegowej opinii – wyłącznie pandemia. Systemowego rozwiązania dotąd nie było; lukę wypełniają oddolne inicjatywy, jak nagrodzony w Dubaju projekt wsparcia dla medyków Wyspa, oraz pojedyncze placówki, które zmieniły organizację i kulturę pracy. Kluczowe pojęcie w całej tej rozmowie to edukacja – zdrowotna, społeczna i komunikacyjna.
Najważniejsze wnioski
- Pracownik ochrony zdrowia to nie tylko lekarz i pielęgniarka – to wszystkie osoby zaangażowane w działanie jednostki medycznej, łącznie z rejestracją, sekretariatem medycznym, ruchem chorych i salowymi.
- Wypala część administracyjna i bycie w ciągłej gotowości – tak wynika z badania Harvardu analizowanego przez Radę Naukową fundacji, a medycy w rozmowach dodają do tego organizację pracy, układanie grafików i sposób finansowania ochrony zdrowia.
- Pandemia nie stworzyła problemu, tylko pozwoliła o nim na nowo mówić – półtora roku nie mogło spowodować tak dużego pogorszenia stanu zdrowia medyków.
- Postulaty środowiska medycznego to nie tylko wynagrodzenia, ale przede wszystkim poprawa warunków pracy: normalna liczba godzin, sen, czas dla rodziny. W przekazie medialnym przebijają się głównie pieniądze.
- Odejścia z zawodu to realny skutek przeciążenia – w statystykach pojawiają się tzw. lekarze nieczynni, czyli osoby z prawem wykonywania zawodu, które w zawodzie nie funkcjonują.
- Depresja i wypalenie zawodowe nie dotykają osób słabych, tylko często te, które były silne zbyt długo.
Kogo obejmuje pojęcie „pracownik ochrony zdrowia”?
Wszystkie osoby zaangażowane w działanie systemu – od osoby mającej codzienny kontakt z pacjentem i wykonującej świadczenie medyczne, po osoby odpowiadające za część organizacyjno-administracyjną. Nawet zwyczajowy podział na „personel biały” i „szary” nie wyczerpuje tematu.
Widzimy lekarzy i pielęgniarki. Nie widzimy natomiast części administracyjnej, która nierzadko mierzy się z ogromem pracy i również ma kontakt z pacjentem: panie z rejestracji, sekretarki medyczne, panie z ruchu chorych. To na nie hejt rodziny pacjenta często spływa jako pierwsze.
Dobrze pokazuje to historia sprzed lat, gdy na spotkaniu organizacji studenckiej padło stwierdzenie, że „wydział nauk o zdrowiu nie jest istotny”. Odpowiedź brzmiała: skoro tak, to pan doktor w przyszłości sam zaopatrzy pacjenta, sam dowiezie go do szpitala, sam zrobi zastrzyki, sam zrehabilituje, sam pobierze wyniki, sam prześwietli, a na koniec sam sobie rozliczy wynagrodzenie i je przeleje. Sala parsknęła śmiechem – i przyznała, że trzeba zmienić podejście.
Jaki jest powszechny wizerunek pracownika ochrony zdrowia i ile w nim prawdy?
Społecznie widzimy przede wszystkim lekarza – i widzimy go jako bohatera. Problem w tym, że społecznie nie dajemy zawodom medycznym przyzwolenia na to, żeby powiedziały, że potrzebują chwili spokoju.
Ten wizerunek to trochę jak z amerykańskiego westernu: ci ludzie muszą być twardzi, muszą być silni i wszyscy muszą być mili – od rejestratorki, przez salową, po lekarza. Z punktu widzenia pacjenta jest to zrozumiałe, bo empatia i współczucie są w tej pracy niezmiernie ważne. Ale to są tylko – albo aż – ludzie, którzy mają swoje słabości i problemy, a za tym, z czym mierzą się w pracy, stoi jeszcze ich życie prywatne.
Widać to było w pandemii: plakaty, brawa z balkonów, sesje zdjęciowe z lekarzem w maseczce i pielęgniarką w kombinezonie. Kiedy padała propozycja, żeby na takim zdjęciu ująć też panią salową albo panią z rejestracji, odpowiedź brzmiała: „to się w ogóle nie chwyci”.
Do tego dochodzi zwykła arytmetyka dnia pracy. Nikogo nie dziwi, że urzędnik wychodzi po ośmiu godzinach ani że osoba w biznesie ma pięć czy osiem spotkań dziennie – i że po którymś z kolei jej produktywność spada. Lekarz czy pielęgniarka ma na pacjenta 15–20 minut (i to już jest luksus), a takich spotkań odbywa kilkadziesiąt dziennie. To jest zwykła fizjologia organizmu – tu nie ma z czym dyskutować. Przez rejestrację w dużym szpitalu przechodzi kilkaset osób dziennie, często z tymi samymi pytaniami.
Do tego przedstawiciele zawodów medycznych sami bywają niezdiagnozowani i wyniszczają własne zdrowie, niosąc pomoc innym. Pasuje tu stare powiedzenie o szewcu, który w dziurawych butach chodzi.
Co wypala pracowników ochrony zdrowia?
Wypala część administracyjna i bycie cały czas w gotowości – tak wprost wskazuje badanie Harvardu, analizowane przez zespół fundacji wraz z Radą Naukową pod przewodnictwem prof. Ewy Mojs [do weryfikacji – zapis nazwiska]. Ta sama badaczka prowadziła liczne badania porównujące stan zdrowia psychicznego pracowników medycznych z Polski i Holandii, rozpoczęte w 2020 roku, jeszcze przed powstaniem fundacji.
W rozmowach i badaniach prowadzonych przez Fundację „Nie widać po mnie” medycy mówią wprost: organizacja pracy leży – od układania grafików, przez sposób funkcjonowania systemu, po finansowanie ochrony zdrowia.
Do tego dochodzi nagonka, która pojawia się, gdy medycy wychodzą na ulicę. Padają zarzuty, że chodzi im tylko o pieniądze, podczas gdy postulaty dotyczą przede wszystkim poprawy warunków pracy: żeby pracować odpowiednią liczbę godzin, nie być stale przemęczonym, zadbać o prawidłowy sen i o obecność w rodzinie. Poprawa warunków pracy nie jest jednak tematem chwytliwym – łatwiej i prościej napisać, że ktoś chce więcej pieniędzy.
Czy pandemia odpowiada za zły stan zdrowia psychicznego medyków?
Nie w takim stopniu, jak się powszechnie sądzi. Półtora roku nie mogło spowodować tak dużego pogorszenia stanu zdrowia medyków – pandemia pozwoliła natomiast o tym problemie na nowo mówić.
Czy rozmowa o zdrowiu psychicznym wciąż jest tematem wstydliwym?
Medal ma dwie strony. Z jednej strony społecznie wciąż nie rozumiemy, że tak jak przy bólu kolana idziemy do ortopedy, tak w innych sytuacjach idziemy do psychologa czy psychiatry – i nie ma w tym nic wstydliwego. Złamaną rękę widać, a tego, co dzieje się w głowie, nie widać, więc łatwiej usiąść cicho w kąciku.
Padają przy tym określenia w rodzaju „powiedzą, że jesteś wariatem”. Warto, żeby wybrzmiały w takich rozmowach jak ta – bo słowa potrafią ranić. Jeśli ktoś mówi, że źle się czuje, nie wyśmiewajmy go i nie zbywajmy zdaniem „jutro będzie lepiej”. Może nie będzie. Podsuńmy zamiast tego miejsce, w którym ktoś realnie pomoże.
Druga strona medalu to nadużywanie określeń: „mam depresję, bo źle się czuję od dwóch dni”. Nie potrafimy dobrze celować w te pojęcia ani nazywać własnych emocji – a granicy między gorszym samopoczuciem a chorobą nie wyznacza się na oko. Od tego są odpowiednie testy i często nie jedno, lecz kilka spotkań diagnostycznych.
Warto też pamiętać o proporcjach kadrowych: psychiatrzy to najmniej liczna grupa lekarska w Polsce, a psychiatrów dziecięcych jest 466. Dlatego tak ważni są psycholodzy kliniczni i psychoterapeuci, którzy potrafią zaopiekować się pacjentem i konsultować z psychiatrami wyłącznie ciężkie przypadki.
I najważniejsze: depresja czy wypalenie zawodowe nie dotykają osób słabych – dotykają często osób, które były silne zbyt długo. Powiedzenie „potrzebuję pomocy” jest przejawem odwagi, a nie słabości.
Jakie są skutki złej kondycji psychicznej w ochronie zdrowia?
Najbardziej wymierny to odejścia z zawodu – o czym Izba Lekarska mówi od dłuższego czasu, choć społecznie utarło się, że „niech jadą”. Tymczasem ci ludzie nie tylko wyjeżdżają za granicę: oni odpuszczają zawód.
Widać to w sporze o wskaźnik liczby lekarzy na tysiąc mieszkańców. Rejestry pokazują jedne dane, ale mamy też lekarzy nieczynnych – osoby z prawem wykonywania zawodu, które w zawodzie nie funkcjonują. Powody bywają różne, od jednostek chorobowych po ogromne wypalenie zawodowe i przeciążenie psychiczne.
Drugi skutek to jakość. Chcemy ją mierzyć, mamy evidence-based medicine i mierniki jakości – ale działalność medyczna zawsze będzie polegała na kontakcie człowieka z człowiekiem. Nawet robot da Vinci, który poprawia precyzję i minimalizuje błędy operatora, musi być obsługiwany przez człowieka. Technologia ma pracę ułatwiać, tak jak ułatwiły ją komputery – nie ma nikogo zastąpić.
Trzeci skutek odczuwa pacjent – choćby w kolejkach. Do endokrynologa w Łodzi czekało się około dwóch lat. Dlaczego? Między innymi dlatego, że specjalistów brakuje, ich wyszkolenie i zdobycie doświadczenia wymaga czasu, a jeśli ludzie uciekają z zawodu, to nie ma kogo szkolić. Samo zwiększanie limitów przyjęć na studia niewiele da: liczy się jakość kształcenia (na sali operacyjnej nie zmieści się dowolna liczba studentów) oraz liczba otwieranych miejsc specjalizacyjnych.
Czy polski system oferuje wsparcie dla personelu ochrony zdrowia?
Jednego rozwiązania systemowego, które realnie poprawiałoby ochronę zdrowia psychicznego zawodów medycznych, do niedawna po prostu nie było. Są za to jednostki, które dbają o pracownika – zmieniły organizację pracy albo od początku budowały inną kulturę pracy.
Przykładem jest szpital na Klinach w Krakowie, gdzie zamiast standardowego systemu ordynatorskiego działa nowoczesne podejście oparte na współpracy specjalistów w zespołach terapeutycznych – z udziałem osób opiekujących się pacjentem i psychologa. To wciąż rozwiązanie niepowszechne. Kilka jednostek państwowych wprowadza również założenia wellbeingu, choć samo pojęcie bywa wyśmiewane, bo kojarzy się z czymś zupełnie innym niż z troską o pracownika.
Lukę systemową próbuje wypełnić projekt wsparcia dla medyków Wyspa, prowadzony przez Fundację „Nie widać po mnie”. Projekt zajął trzecie miejsce na Międzynarodowej Konferencji Szpitali w Dubaju – jako jedyny wyróżniony projekt powstały z inicjatywy całkowicie oddolnej, a nie ufundowany przez pojedynczą, hojnie finansowaną placówkę.
Wyspa to nie tylko interwencje kryzysowe i dostęp do psychologa, psychoterapeuty czy psychiatry. W planach jest całość działań profilaktycznych dla sektora: powszechny dostęp do grup wsparcia, grup Balinta i materiałów edukacyjnych. Fundacja przygotowała też dwa ebooki dotyczące dobrostanu pracowników ochrony zdrowia, dostępne na stronie fundacji i organizacji współpracujących.
Istotny jest przy tym standard pomocy. Nie sztuką jest napisać, że w danym gabinecie przyjmuje się zawody medyczne – psychiatrzy zwykle rozumieją specyfikę pracy w szpitalu, bo tam bywają, ale psycholog czy psychoterapeuta niekoniecznie wie, z czym wiąże się praca w ochronie zdrowia. Dlatego osoby współpracujące przy projekcie są przeszkolone pod kątem pomocy zawodom medycznym i weryfikowane pod kątem jednego standardu pracy. Na ten aspekt zwracają uwagę m.in. prof. Ewa Mojs oraz dr Magdalena Flaga-Łuczkiewicz, pełnomocnik ds. zdrowia lekarzy i lekarzy dentystów Naczelnej Izby Lekarskiej.
Co placówka medyczna może zrobić dla kondycji psychicznej pracowników?
Zacząć od organizacji pracy. Dział kadr to nie tylko kwity do rozliczeń i świadectwa pracy – kadry powinny działać proaktywnie. Jeśli w placówce brakuje na to czasu lub zawsze są pilniejsze obowiązki, część pracy mogą przejąć organizacje zewnętrzne.
Rola dyrekcji jest tu jednak nie do zastąpienia: to ona daje zgodę i przestrzeń na szkolenie, warsztat z komunikacji czy grupę Balinta, a także pomaga w promocji wewnętrznej takich działań. Przede wszystkim zaś jasno komunikuje: jesteś dla mnie ważny nie dlatego, że uzupełniasz grafik, tylko dlatego, że jesteś moim partnerem zawodowym.
O menedżerach też nie można zapominać. Dyrektorzy są częścią sektora i również mogą korzystać ze wsparcia – nie muszą być „bogami administracji”. Nawet jeśli w praktyce funkcjonują pod telefonem niemal całą dobę, warto dzielić się dyżurami z zastępcami, żeby ktoś mógł się faktycznie wyłączyć i odpocząć.
Dlaczego wszystko wraca do edukacji?
Bo bez zmiany społecznego podejścia do zdrowia zmiany w systemie nie wystarczą. Edukacja zdrowotna nie powinna dotyczyć wyłącznie przyszłego personelu medycznego – na uniwersytecie medycznym spotykamy już dorosłą osobę, która wybrała ścieżkę zawodową.
Jako społeczeństwo nie możemy liczyć wyłącznie na to, że lekarz poda cudowną tabletkę i uratuje nas wtedy, gdy przez całe życie o siebie nie dbaliśmy. Profilaktyka zawsze była, jest i będzie tańsza oraz prostsza w realizacji. Jeśli zaczniemy traktować zdrowie całościowo – łącząc zdrowie fizyczne i psychiczne, zbilansowaną dietę, sen i ruch – zawody medyczne będą miały nieco mniej pracy.
Do tego dochodzi wątek komunikacji. Mamy społecznie problem z nazywaniem i wyrażaniem emocji, co potęguje konflikty – na arenie politycznej i zawodowej. A zmiany legislacyjne w ochronie zdrowia dotykają nie tylko zarządzających, ale i personelu oraz pacjentów – tyle że do przeciętnego odbiorcy ta wiedza po prostu nie dociera.
FAQ
Kogo obejmuje pojęcie pracownika ochrony zdrowia? Wszystkie osoby zaangażowane w działanie jednostek medycznych – niezależnie od tego, czy dany zawód ma umocowanie ustawowe. Obejmuje to zarówno personel medyczny, jak i rejestrację, sekretariat medyczny, ruch chorych czy salowe.
Co najbardziej wypala pracowników ochrony zdrowia? Według badania Harvardu analizowanego przez Radę Naukową fundacji – część administracyjna oraz stałe pozostawanie w gotowości. Medycy dodają do tego organizację pracy, grafiki i sposób finansowania ochrony zdrowia.
Czy to pandemia spowodowała problemy ze zdrowiem psychicznym medyków? Nie. Półtora roku nie mogło spowodować tak dużego pogorszenia. Pandemia sprawiła jednak, że o problemie zaczęto na nowo mówić.
Czy medycy odchodzą z zawodu z powodu wypalenia? Zdarza się to i nie zawsze oznacza wyjazd za granicę – część osób po prostu odpuszcza zawód. W statystykach widać to jako tzw. lekarzy nieczynnych, czyli osoby z prawem wykonywania zawodu, które w nim nie funkcjonują.
Czy pójście do psychologa oznacza słabość? Nie. Depresja i wypalenie zawodowe nie dotykają osób słabych – często dotykają tych, którzy byli silni zbyt długo. Przyznanie się do potrzeby pomocy jest przejawem odwagi.
Czym jest projekt Wyspa? To projekt wsparcia dla medyków prowadzony przez Fundację „Nie widać po mnie”, wyróżniony trzecim miejscem na Międzynarodowej Konferencji Szpitali w Dubaju. Obejmuje nie tylko interwencje kryzysowe i dostęp do specjalistów, ale też działania profilaktyczne i edukacyjne.
Co konkretnie może zrobić pracodawca w ochronie zdrowia? Zmienić organizację czasu pracy, uruchomić proaktywne działania kadr, dać przestrzeń na szkolenia, warsztaty z komunikacji i grupy Balinta oraz wesprzeć ich promocję wewnętrzną. I jasno pokazać pracownikowi, że jest partnerem zawodowym, a nie pozycją w grafiku.
Czy dyrektorzy i menedżerowie też potrzebują wsparcia? Tak. Są bardzo zestresowaną grupą, która odpowiada za całe jednostki, i również mogą korzystać z tego typu projektów. Warto, by dzielili się dyżurami z zastępcami i pozwalali sobie na realny odpoczynek.
Podsumowanie
Odpowiedź na pytanie z tytułu brzmi: problem istnieje, ale tak źle nie jest – bo istnieją też rozwiązania. Legislacja nie nadąża za zmianami, a proces stanowienia prawa trwa długo, więc szczególnego znaczenia nabierają działania oddolne: projekty takie jak Wyspa, placówki budujące inną kulturę pracy i pracodawcy, którzy traktują dbanie o pracownika jako element zarządzania, a nie dodatek. Wszystko zaś zaczyna się od edukacji – zdrowotnej i komunikacyjnej.
Całą rozmowę z Urszulą Szypowicz, prezes Fundacji „Nie widać po mnie”, wiceprezes Zarządu Polskiego Towarzystwa Koordynowanej Ochrony Zdrowia i dyrektor operacyjną Polskiej Federacji Szpitali, znajdziesz w 39. odcinku podcastu „Recepta na przepis”. Jak podsumowała gościni: bezpieczny medyk to bezpieczny pacjent – a dotyczy to nas wszystkich.