Jaki ostateczny kształt mają zmiany podatkowe w Polskim Ładzie? Dlaczego data 20 lutego ma tak duże znaczenie i dla kogo jest ona istotna w branży ochrony zdrowia? Jakie działania powinny podjąć osoby wykonujące zawody medyczne oraz podmioty lecznicze w związku z nadchodzącymi zmianami podatkowymi?
Na te i inne pytania postara się odpowiedzieć dzisiejszy gość podcastu, którym ponownie jest dr Michał Wilk, doradca podatkowy i radca prawny, partner w kancelarii Gardens Tax & Legal, autor podcastu „Dzień Dobry Podatki”.
Polski Ład w uchwalonym kształcie oznacza dla większości lekarzy i podmiotów leczniczych wzrost obciążeń, głównie przez składkę zdrowotną liczoną od dochodu i brak możliwości jej odliczenia od podatku. Najpilniejsza sprawa dotyczy lekarzy rozliczających się kartą podatkową i pracujących na kontraktach – oni z karty wypadają i mają czas do 20 lutego na wybór ryczałtu albo podatku liniowego, bo w przeciwnym razie automatycznie trafią na skalę podatkową. Dla wielu gabinetów o niskich kosztach najkorzystniejszy okazuje się ryczałt (dla lekarzy w stawce 14%), a dla większych podmiotów – spółka z o.o., ewentualnie z estońskim CIT. Reguła nadrzędna: policzyć własną sytuację i nie przekombinować.
Najważniejsze wnioski
- Lekarze na kontraktach tracą prawo do karty podatkowej od 1 stycznia. Jeżeli świadczą usługi na rzecz podmiotów innych niż osoby fizyczne nieprowadzące działalności gospodarczej, karta u nich nie zadziała – i nie dowiedzą się o tym z urzędu.
- 20 lutego to data decyzji. Brak oświadczenia o wyborze ryczałtu lub podatku liniowego oznacza rozliczenie według skali podatkowej, czego przy wyższych dochodach już się nie odkręci.
- Składka zdrowotna przedsiębiorcy przestaje być ryczałtowa. Na skali i na liniowym liczona jest od dochodu i nie podlega odliczeniu od podatku – dziś realny ciężar to kilkadziesiąt złotych miesięcznie, po zmianach rośnie drastycznie.
- Ryczałt bywa ratunkiem dla gabinetów niskokosztowych, a lekarze korzystają z obniżonej stawki 14%. Przy specjalizacjach sprzętowych rachunek może wyjść odwrotnie.
- Spółka z o.o. zyskuje na atrakcyjności, bo od samego bycia wspólnikiem i pobierania dywidendy nie ma składki zdrowotnej. Kluczowe pytanie brzmi jednak: ile zysku faktycznie wypłacasz.
- Ustawa jest wciąż nowelizowana – w chwili nagrania trwały prace nad trzecią nowelizacją, co samo w sobie budzi wątpliwości konstytucyjne co do zmian w podatkach dochodowych w trakcie roku.
Czy Polski Ład to naprawdę największa obniżka podatków w historii?
Nie. Cel zmian jest wybitnie fiskalny. Jak podsumowuje to Michał Wilk: to raczej historyczna podwyżka podatków poprzez ich obniżkę.
Wszystko zależy od przyjętej metodologii. Ministerstwo Finansów operuje liczbami podatników – i przy kwotach nominalnych rzeczywiście wiele milionów osób na etatach czy emerytur nie straci albo zyska. Rzecz w tym, że pracownik zarabiający 4000 zł brutto zyska około 100 zł miesięcznie na rękę, a te 100 zł i więcej zabierze mu inflacja: w paliwie, w jedzeniu, w innych opłatach.
Grupa specjalistów wygląda inaczej – tam większość straci, a część bardzo poważnie. W przypadku biznesu nie ma nawet czego rozpatrywać. A jeśli traci biznes, ekonomicznie odczują to również zwykli ludzie, bo przedsiębiorcy będą próbowali podnosić ceny. Podatek dochodowy nie przerzuca się jeden do jednego, tak jak VAT czy akcyza, ale skutek i tak musi być widoczny. Na końcu płaci konsument.
Co Polski Ład zmienia dla pracowników w ochronie zdrowia?
Dla osób na etatach mechanizmy pozostały takie, jak w projekcie: wyższa kwota wolna od podatku, wyższy próg podatkowy, ulga dla klasy średniej, ale brak możliwości odliczenia składki zdrowotnej.
Przekłada się to na dość czytelne progi:
- ok. 5-6 tys. zł brutto – minimalny zastrzyk gotówki, od kilkudziesięciu do stu kilkudziesięciu złotych;
- ok. 6-12/13 tys. zł brutto – nominalnie bez odczuwalnej zmiany, na konto wpłynie mniej więcej ta sama kwota;
- 20 tys. zł brutto – około 650 zł różnicy miesięcznie na minus.
W ochronie zdrowia grupa lekarzy na etacie jest stosunkowo niewielka, bo lekarze częściej współpracują na umowach cywilnoprawnych. Zmiany dotyczą przede wszystkim średniego personelu medycznego, w tym pielęgniarek, które w dużym stopniu pracują na etatach. Biorąc pod uwagę poziom ich zarobków, pielęgniarki na Polskim Ładzie mogą nieco zyskać albo przynajmniej nie stracić – i to jest akurat „niestety”, bo mówimy o wynagrodzeniach, które w te progi się mieszczą. Zyski i tak zje inflacja.
Wynik jest przy tym mocno indywidualny: inaczej wygląda przy wspólnym rozliczeniu z małżonkiem (podwojony próg 120 tys. zł), inaczej przy uldze prorodzinnej. Przy czwórce dzieci do kwoty 85 528 zł podatku w ogóle się nie płaci – takie osoby mogą zyskać realnie.
Co zmienia się dla lekarzy na umowach zlecenia i lekarzy emerytów?
Zleceniobiorcy rozliczają się według bardzo podobnych mechanizmów co pracownicy – kwota wolna, wyższy próg, nieodliczalna składka zdrowotna. Różnica na plus: mają korzystniejsze zasady ustalania kosztów, bo 20% przychodu, podczas gdy pracownicy mają koszty ryczałtowe stosunkowo niewielkiej wysokości. Przy wyższych przychodach to duża różnica.
Różnica na minus jest jednak dotkliwa: zleceniobiorcy, podobnie jak emeryci, nie mają ulgi dla klasy średniej. Na zestawieniach widać, że potrafi to być bolesne.
Grupa ta obejmuje między innymi lekarzy, którzy są już emerytami i dorabiają na umowie zlecenia.
Czy PIT zero dla seniora opłaci się lekarzowi na emeryturze?
Prawdopodobnie nie, choć każdą sytuację trzeba przeliczyć indywidualnie. Ulga polega na tym, że osoba, która nabyła uprawnienia emerytalne, może objąć zwolnieniem przychód do 85 528 zł, jeżeli zrezygnuje z pobierania emerytury.
W pierwotnej wersji ustawy – nazwijmy ją Polskim Ładem 1.0 – takie osoby nie płaciły ani podatku, ani składki. Wtedy przy niskiej emeryturze i wysokich zarobkach kalkulacja mogła mieć sens. Potem Ministerstwo Finansów zorientowało się, że oskładkowanie umknęło, a poprawka w Senacie nie przeszła. Ponieważ przeprocedowanie nowej ustawy od początku nie zmieściłoby się do końca roku, znaleziono ustawę maksymalnie zaawansowaną w Sejmie, która miała cokolwiek wspólnego ze zdrowiem – nowelizację dotyczącą zdrowia publicznego i leczenia uzależnień – i tam dopisano zmianę.
Efekt: emeryci jednak tę składkę płacą. Wstępne kalkulacje sugerują, że rezygnacja z emerytury po to, by nie płacić podatku, ale płacić składkę, ma niewielkie szanse się opłacić. Na pewno nie jest to rozwiązanie spektakularne.
Dlaczego 20 lutego to najważniejsza data dla lekarzy na kontraktach?
Bo to moment decyzji o formie opodatkowania – a dla części lekarzy decyzji wymuszonej. Karta podatkowa znika dla nowych podatników, ale ci, którzy już z niej korzystają, mogą na niej zostać. Cała Polska może – poza lekarzami na kontraktach.
Mechanizm jest taki: przed 2021 rokiem lekarze nie mogli korzystać z karty, jeżeli wykonywali usługi na rzecz podmiotów innych niż osoby fizyczne nieprowadzące działalności gospodarczej. Potem tę możliwość im dano, a teraz – po cichu – zabrano.
To pułapka, bo taki lekarz wypada z karty 1 stycznia. Jeżeli nie złoży odpowiedniego oświadczenia o wyborze ryczałtu albo podatku liniowego do 20 lutego, wyląduje na skali podatkowej. Przy odpowiednio wysokich zarobkach oznacza to bardzo duże straty, często nieuświadomione – karta podatkowa jest na tyle prosta, że wielu lekarzy rozlicza się samodzielnie, bez księgowego i doradcy. Jeśli dowiedzą się o tym w trakcie roku, będzie już za późno.
Uwaga: skala podatkowa nie zawsze jest złym wyborem. Dla mniej zarabiających lekarzy-przedsiębiorców na kontraktach może być rozwiązaniem korzystnym. Rzecz w tym, żeby to policzyć, a nie zostawić ślepemu losowi.
Faktura na fundację, czyli jak wypaść z karty jedną usługą
Wystarczy jedna usługa wykonana na rzecz podmiotu innego niż osoba fizyczna nieprowadząca działalności gospodarczej. Klasyczny przykład: lekarz prowadzi prywatny gabinet, przyjmuje pacjentów, ale któryś prosi o fakturę na fundację, bo dziecko jest objęte jej opieką.
Da się bronić stanowiska, że usługa nadal została wykonana na rzecz osoby fizycznej – ale faktura jest na fundację. Nie bez powodu część lekarzy na karcie odmawiała wystawiania takich rachunków jeszcze przed 2021 rokiem. Ten problem może teraz wrócić.
Jak zmienia się składka zdrowotna przedsiębiorcy?
To sedno zmian. Do tej pory podstawa składki była ryczałtowa: składka wynosi 9%, z czego 7,75% podlega odliczeniu od podatku, więc faktycznie przedsiębiorca ponosi ciężar rzędu 1,25% – w praktyce kilkadziesiąt złotych miesięcznie.
Od 1 stycznia zmieniają się dwie rzeczy naraz:
- dla przedsiębiorców na skali podatkowej i podatku liniowym składka jest uzależniona od dochodu, a nie ryczałtowa;
- składki nie można już odliczyć od podatku.
Na ryczałcie składka pozostaje ryczałtowa, ale progresywna – jej wysokość zależy od przeciętnego wynagrodzenia, a progi wyznaczają przychody 60 tys. i 300 tys. zł. W praktyce oznacza to trzy poziomy: około 300 zł z groszami, około 500 zł z hakiem i około 900 zł z hakiem.
Na karcie podatkowej jest najkorzystniej, bo składka nadal jest ryczałtowa – tyle że dla lekarzy na kontraktach karta właśnie przestaje być dostępna.
Ryczałt, liniowy czy skala – co bardziej opłaca się lekarzowi?
Koronne pytanie brzmi: jakie mam koszty. Od tego wszystko zależy.
Okulista, który musi kupić sprzęt, będzie miał koszty pomniejszające przychód – u niego podatek liniowy może być korzystny. Na drugim biegunie stoi neurolog albo chirurg przyjmujący na konsultacje, który poza lokalem większych kosztów nie ponosi.
W praktyce kancelaryjnej najczęściej okazuje się, że gabinet na ryczałcie to ogromne oszczędności – takie, które aż biją po oczach. Lekarze korzystają przy tym z niższej, 14-procentowej stawki ryczałtu, co jest pewnym ukłonem w ich stronę. Byłoby grzechem nie przeanalizować własnej sytuacji przed 1 stycznia, a najpóźniej przed 20 lutego.
Skala podatkowa też bywa całkiem niezła – zwłaszcza gdy małżonek nie pracuje, jest dwójka czy trójka dzieci i związane z tym odliczenia, albo gdy lekarz dopiero startuje z gabinetem. Przeliczenie ryczałtu i liniowego jest przy tym stosunkowo proste.
Ta sama logika dotyczy praktyk grupowych prowadzonych w formie spółki cywilnej czy jawnej – tam ryczałt również może wchodzić w grę. To, że mamy do czynienia ze spółką, nie znaczy jeszcze, że koszty są duże: praktyka dwojga neurologów poza wynajmowanym lokalem większych kosztów mieć nie będzie.
Czy spółka z o.o. nadal opłaca się podmiotowi leczniczemu?
Tak, a Polski Ład działa tu jak katalizator. Argumenty układają się w dwie warstwy.
Warstwa pierwsza, niezmienna: bezpieczeństwo i zabezpieczenie prywatnego majątku właścicieli. Ma to znaczenie zwłaszcza wtedy, gdy podmiot jest większy, lekarze-właściciele nadal w nim pracują, ale zatrudniają też innych lekarzy i nie chcą odpowiadać za wszystko. Do tego dochodzą kwestie sukcesji, sprzedaży podmiotu leczniczego, łączenia i podziału. Bardziej zaawansowany podmiot leczniczy powinien działać w formie spółki z o.o. albo alternatywnie komandytowej.
Warstwa druga, podatkowa: od samego faktu bycia wspólnikiem i otrzymywania dywidend nie ma składki zdrowotnej. To pewne uproszczenie – przy jednoosobowej spółce z o.o. składka jest, pojawia się też przy wynagrodzeniu członków zarządu z tytułu powołania – ale korzyść bywa istotna. Spółka, która nie przekracza 2 mln euro obrotu, najczęściej korzysta z 9-procentowego CIT, a na estońskim CIT podatku od niewypłaconego zysku nie zapłaci w ogóle.
Zanim jednak ktokolwiek zdecyduje się na przekształcenie, powinno paść pytanie: ile faktycznie wypłacasz z zysku? Jeżeli spółka nie jest duża, a wypłaty są głównym źródłem utrzymania i musisz wyjmować wszystko, spółka z o.o. pazurów nie pokaże. Jeżeli firma jest większa i wystarcza ci na przykład jedna czwarta zysku – wtedy rozwiązanie robi się bardzo korzystne.
Ochrona zdrowia jest tu chyba najlepszym możliwym przykładem. Właściciele zwykle sami pracują specjalistycznie, a nie tylko zarządzają. Lekarz-wspólnik może więc fakturować spółkę za faktycznie wykonane usługi po cenach rynkowych, spółka traktuje to jako koszt, a lekarz płaci na ryczałcie stosunkowo niski podatek – bez podwójnego opodatkowania. Czego brakuje, można wypłacić jako wynagrodzenie członka zarządu, a dalej pozostają dywidendy i zysk zatrzymany w spółce.
Czy usługi lekarza-wspólnika to ukryta dywidenda albo ukryty zysk?
Co do zasady nie – o ile mówimy o prawdziwym lekarzu, prawdziwej usłudze i cenach rynkowych. Warto jednak rozróżnić dwa pojęcia, bo bywają mylone.
Ukryta dywidenda to przepisy ustawy o CIT uchwalone w Polskim Ładzie, ale z wejściem w życie odroczonym do 2023 roku – ustawodawca dostrzegł, że są do niczego, a ministerstwo wprost zastrzegło, że będzie je zmieniać. Wyłączają one z kosztów świadczenia na rzecz wspólnika w trzech przypadkach: gdy wynagrodzenie jest w jakikolwiek sposób powiązane z zyskiem spółki, gdy świadczenia są nieracjonalne i przy braku powiązań nie byłyby wypłacane w takiej wysokości, oraz gdy dotyczą korzystania z aktywów wcześniej stanowiących własność wspólnika (na przykład najmu nieruchomości).
Trudno wyobrazić sobie, by wynagrodzenie lekarza było powiązane z wynikiem spółki – to byłoby skrajnie nierynkowe. Trudno też uznać za nieracjonalne zatrudnienie lekarza, który realnie pracuje i wystawia za tę pracę fakturę. Problemem pozostaje oczywiście zawyżanie wynagrodzenia, ale tu i tak wchodzą w grę ceny transferowe.
Ukryte zyski to z kolei przepisy z pakietu estońskiego CIT. Istota estońskiego CIT polega na tym, że podatku nie płaci się do momentu wypłaty zysku – ale nie tylko dywidendą, lecz także innymi sposobami wskazanymi w ustawie. Klasyczny przykład ukrytego zysku to samochód wzięty przez spółkę w leasing, którym wspólnik jeździ również prywatnie. Nie ma w tym nic złego i skarbówka to akceptuje w innych obszarach – choćby przez odliczenie połowy VAT czy 75% wydatków eksploatacyjnych – ale ustawodawca traktuje to jako częściowe wyjęcie pieniędzy ze spółki.
Definicja ukrytych zysków jest dość zawikłana, jednak przy realnej usłudze lekarskiej wycenionej rynkowo o ukrytych zyskach nie ma mowy – ani w systemie estońskim, ani w klasycznym. Zastrzeżenie jest jedno i wynika z zasad etyki zawodowej: niczego nie da się zagwarantować, bo praktykę organów skarbowych zweryfikuje dopiero życie. Jak padło w jednym z wcześniejszych odcinków – podatki i logika nie mają ze sobą wiele wspólnego.
Kiedy warto pomyśleć o spółce komandytowej?
Wtedy, gdy wspólnicy spółki jawnej płacą dziś podatek liniowy i składkę zdrowotną liczoną od dochodu. Mogą przekształcić się w spółkę komandytową i zostać komplementariuszami – nadal będą ponosić ryzyko działalności, ale składka zdrowotna wyniesie wtedy 530 zł miesięcznie na osobę zamiast być liczona od dochodu.
Rozwiązanie ma sens zwłaszcza przy spółkach jawnych o wysokich dochodach i lekarzach, którzy ryzyka się nie boją – na przykład dwoje lekarzy o wysokich przychodach i wysokich dochodach z działalności wykonywanej osobiście, którzy nie zatrudniają innych lekarzy, więc za błędy i tak odpowiadaliby osobiście. Jeżeli jednak i tak bierzemy się za przekształcenie, zwykle lepiej wejść w spółkę z o.o. i przy okazji zabezpieczyć ryzyka.
Co powinien teraz zrobić lekarz i podmiot leczniczy?
Uratować mogą tylko twarde liczby. Ścieżka wygląda mniej więcej tak:
- Ustal, w której szufladce jesteś – pracownik, zleceniobiorca czy przedsiębiorca, a jeśli przedsiębiorca, to jaki: samozatrudniony, indywidualna praktyka, spółka cywilna lub jawna, czy większy podmiot leczniczy.
- Szukaj ryczałtu. Przy niskich kosztach to najczęściej najlepsze rozwiązanie.
- Jeżeli nie ryczałt – podatek liniowy. A jeśli dochód (nie przychód!) jest stosunkowo niewielki, a małżonek nie pracuje lub zarabia niewiele – popatrz na skalę podatkową.
- Jeśli jesteś większy – dużą jednoosobową działalnością, spółką cywilną, jawną lub partnerską – zastanów się nad spółką z o.o., ewentualnie komandytową.
- Jeśli już jesteś w spółce z o.o. albo komandytowej – pomyśl o estońskim CIT, bo w komandytowej również może mieć zastosowanie.
- Nie kopiuj rozwiązań kolegi. Sytuacja każdego lekarza i każdego podmiotu jest inna: liczy się to, czy działa sam czy ze wspólnikami, czy małżonek pracuje, ile jest dzieci. Rozwiązanie szyte na miarę dla jednej osoby dla drugiej może być zupełnie nieprzydatne.
- Nie przekombinuj. Zwykle więcej zarobisz na swojej podstawowej działalności, czyli na leczeniu, niż na budowaniu i utrzymywaniu skomplikowanej struktury. O podmiotach zagranicznych nie ma nawet co wspominać – to byłby absurd.
I na koniec rada, która przy Polskim Ładzie brzmi zaskakująco praktycznie: nie dać się zwariować. Ekonomicznie większe znaczenie mają stan gospodarki, inflacja, sytuacja na granicy czy demografia. Polski Ład to zwiększenie kosztów prowadzenia biznesu – realne, ale możliwe do rozsądnego ułożenia.
FAQ
Kiedy mija termin na wybór formy opodatkowania w związku z Polskim Ładem? 20 lutego. To moment decyzji o złożeniu oświadczenia o wyborze ryczałtu albo podatku liniowego. Brak działania oznacza rozliczanie się według skali podatkowej.
Dlaczego lekarz na kontrakcie traci kartę podatkową? Bo karta jest wyłączona dla podatników wykonujących usługi na rzecz podmiotów innych niż osoby fizyczne nieprowadzące działalności gospodarczej. Lekarze współpracujący z podmiotami leczniczymi wypadają z karty 1 stycznia.
Ile wynosi składka zdrowotna na ryczałcie? Pozostaje ryczałtowa, ale progresywna – jej wysokość zależy od przeciętnego wynagrodzenia, a progi wyznaczają przychody 60 tys. i 300 tys. zł. To odpowiednio około 300 zł z groszami, około 500 zł z hakiem i około 900 zł z hakiem.
Czy pielęgniarki zyskają na Polskim Ładzie? Biorąc pod uwagę poziom wynagrodzeń, raczej nieco zyskają albo nie stracą nominalnie. Realnie tę różnicę zabierze im inflacja.
Czy warto zrezygnować z emerytury, żeby skorzystać z PIT zero dla seniora? Trzeba to przeliczyć indywidualnie, ale po nowelizacji, która objęła te osoby składką zdrowotną, opłacalność takiego rozwiązania jest wątpliwa i na pewno nie spektakularna.
Czy wynagrodzenie lekarza-wspólnika za usługi dla własnej spółki jest ukrytym zyskiem? Przy realnie wykonywanej usłudze i cenach rynkowych – nie. Praktyki organów podatkowych nie da się jednak zagwarantować.
Kiedy spółka z o.o. nie jest dobrym pomysłem? Gdy spółka jest niewielka, a zysk stanowi główne źródło utrzymania właściciela i musi być wypłacany w całości. Wtedy podwójne opodatkowanie przeważa nad korzyściami.
Czy przepisy Polskiego Ładu są już ostateczne? Nie. Ustawa została uchwalona 29 października i podpisana przez prezydenta, ale jest nieustannie nowelizowana – w chwili nagrania trwały prace nad trzecią nowelizacją. To wiecznie żyjący organizm.
Podsumowanie
Polski Ład nie jest dla branży ochrony zdrowia katastrofą, ale jest realnym wzrostem kosztów – i wymaga decyzji, których nie da się odłożyć. Najpilniejsi są lekarze na kontraktach rozliczający się kartą podatkową: dla nich 20 lutego to twarda granica. Reszta powinna po prostu usiąść do liczb: sprawdzić koszty, formę działalności, sytuację rodzinną i dopiero na tej podstawie wybierać między ryczałtem, liniówką, skalą a przekształceniem w spółkę.
Złoty środek brzmi tak: zrobić to, co korzystne, wykonalne, proste i czytelne – a potem wrócić do leczenia ludzi. Całej rozmowy Macieja Łokaja z Michałem Wilkiem posłuchasz w 13. odcinku podcastu „Recepta na przepis”; warto sięgnąć też do odcinka 6, który stanowi z nim całość.