Na czym polega i co wyróżnia estoński CIT? Jakie warunki należy spełnić aby wybrać tę formę opodatkowania? Jakie korzyści i ryzyka mogą wynikać z estońskiego CIT dla podmiotów leczniczych?
Na te i inne pytania odpowie gość naszego dzisiejszego odcinka, którym ponownie jest Mateusz Latkowski, doradca podatkowy, partner w kancelarii Gardens Tax & Legal.
Estoński CIT, czyli ryczałt od dochodów spółek, to specjalny reżim opodatkowania, w którym podatek pojawia się dopiero w momencie dystrybucji zysku, a podstawą jest wynik bilansowy, a nie podatkowy. Placówka medyczna może z niego skorzystać, jeżeli działa jako spółka z o.o., akcyjna, prosta spółka akcyjna, komandytowa albo komandytowo-akcyjna, ma wyłącznie wspólników będących osobami fizycznymi, nie posiada udziałów w innych spółkach i utrzymuje wymagany poziom zatrudnienia. Efektywne opodatkowanie łączne wynosi wówczas około 25% albo 20% zamiast niemal 35% – ale wejście oznacza zobowiązanie na co najmniej cztery lata podatkowe, a największym obszarem ryzyka są tak zwane ukryte zyski, w tym rozliczenia ze wspólnikiem-lekarzem świadczącym usługi własnej spółce.
Najważniejsze wnioski
- Poprawna nazwa to ryczałt od dochodów spółek, a nie od przychodów. To nie jest czepialstwo terminologiczne: opodatkowany jest dochód, a nie przychód, i w tym reżimie ta zasada zostaje utrzymana.
- Katalog form prawnych jest zamknięty: spółka z o.o., akcyjna, prosta spółka akcyjna, komandytowa i komandytowo-akcyjna. Spółka jawna – nawet gdy w wyjątkowych przypadkach staje się podatnikiem CIT – skorzystać nie może, podobnie jak spółka cywilna i partnerska.
- Warunki trzeba spełniać na wejściu i utrzymywać przez cały okres. Utrata warunku nie oznacza tylko wypadnięcia z systemu, ale też materializację odroczonego podatku od korekty wstępnej.
- Podatek płaci się dopiero przy wypłacie zysku, a wspólnik odlicza od swojego PIT część CIT zapłaconego przez spółkę – 70% przy stawce 20% i 90% przy stawce 10%.
- Największym obszarem ryzyka są ukryte zyski. Prywatne korzystanie z samochodu spółki, pożyczka udzielona wspólnikowi czy zawyżone wynagrodzenie za usługi wspólnika tworzą podstawę opodatkowania na poziomie spółki – i tu mechanizm odliczenia już nie działa.
- Wejście w system oznacza wejście w nieznane na cztery lata. Przy kilkuset podatnikach w pierwszym roku obowiązywania nie zdążyła powstać praktyka interpretacyjna ani orzecznicza, na której można by się oprzeć.
Czym właściwie jest estoński CIT?
To specjalny reżim opodatkowania wewnątrz podatku dochodowego od osób prawnych (CIT), którego prawidłowa nazwa brzmi ryczałt od dochodów spółek. Sama nazwa „estoński CIT” jest terminem handlowym, nazwą marketingową produktu – ale nie przypadkową, bo pierwowzór tych rozwiązań narodził się w Estonii na początku obecnego tysiąclecia. Założeniem było stworzenie systemu podatkowego silnie zachęcającego do inwestycji.
Polski ustawodawca implementował te zasady w 2020 r., z wejściem w życie od 2021 r. Pierwsze podejście trzeba uznać za nieudane: na ten sposób opodatkowania zdecydowało się tylko trzystu kilkudziesięciu podatników, co – jak ujął to gość odcinka – mieści się właściwie w granicach błędu statystycznego.
Stąd znacząca zmiana reguł od 2022 r., stanowiąca część podatkowego pakietu Polskiego Ładu. I tu ocena jest odwrotna: jeśli większość regulacji Polskiego Ładu to ciemna plama legislacji, to przepisy o estońskim CIT, choć niedoskonałe, wiele poprawiają na korzyść.
Warto dodać, że sam zestaw przepisów regulujących niemal całościowo ten reżim to kilkanaście niezbyt długich jednostek redakcyjnych – naprawdę niewiele na tle całej ustawy o CIT.
Która placówka medyczna może skorzystać z estońskiego CIT?
Tylko taka, która działa w jednej z pięciu form: spółki z o.o., spółki akcyjnej, prostej spółki akcyjnej, spółki komandytowej albo komandytowo-akcyjnej. To katalog zamknięty – inne podmioty objęte CIT z tego reżimu skorzystać nie mogą.
Przełożone na ustawę o działalności leczniczej oznacza to, że mówimy o podmiotach leczniczych prowadzonych jako spółki kapitałowe lub wskazane spółki osobowe. Grupowe praktyki zawodowe, które prowadzi się w formie spółki cywilnej, jawnej albo partnerskiej, odpadają.
Uwaga na spółkę jawną, bo tu pojawia się mylący wyjątek. Spółki tego rodzaju są co do zasady transparentne podatkowo – podatnikami są wspólnicy, nie spółka. Spółka jawna w niektórych przypadkach może stać się odrębnym podatnikiem CIT, ale nawet wtedy z estońskiego CIT skorzystać nie może.
Nic nie stoi natomiast na przeszkodzie – przynajmniej z perspektywy przepisów podatkowych – by przekształcić formę prawną w taką, która z tego reżimu korzystać może. To zresztą droga, którą w praktyce wybiera wielu przedsiębiorców.
Jakie warunki trzeba spełnić i utrzymać?
Warunki trzeba spełniać zarówno na wejściu, jak i przez cały okres opodatkowania – bo ich utrata oznacza wypadnięcie z systemu. To rozróżnienie jest kluczowe i wrócimy do niego przy omawianiu ryzyk.
Struktura właścicielska. Ministerstwo posługuje się hasłem, że to proste rozwiązanie dla prostych struktur. W praktyce oznacza to, że wspólnikami mogą być wyłącznie osoby fizyczne, a sama spółka nie może być wspólnikiem w żadnej innej spółce. Wyklucza to struktury holdingowe – i to bardzo dosłownie. Wspólnikiem jest się, mając udziały, akcje albo ogół praw i obowiązków, więc nawet jedna akcja nabyta inwestycyjnie na giełdzie formalnie dyskwalifikuje.
Struktura przychodów. Przepisy promują podatników osiągających przychody z działalności operacyjnej, a wyłączają tych, u których większość stanowią przychody pasywne – odsetki od pożyczek i gwarancji czy należności licencyjne z udostępniania praw własności intelektualnej. Przychody pasywne muszą stanowić mniej niż 50%, a warunek trzeba utrzymać przez cały okres. Dla typowego podmiotu leczniczego to warunek jak najbardziej do spełnienia.
Zatrudnienie. Zasadą jest zatrudnianie co najmniej trzech osób w przeliczeniu na etat, przy czym poziom ten trzeba utrzymać przez co najmniej 300 dni w roku. Alternatywnie, przy osobach wykonujących pracę na innej podstawie niż umowa o pracę, na przykład na zleceniu, podatnik musi ponosić miesięczne wydatki na wynagrodzenia stanowiące co najmniej trzykrotność przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw. Działalność jednoosobowa, bardziej freelancerska – także prowadzona w formie jednoosobowej spółki z o.o. – raczej na estoński CIT nie pozwoli.
Do tego dochodzą wymóg sporządzania sprawozdań nie w oparciu o międzynarodowe standardy rachunkowości oraz warunek czysto formalny, czyli złożenie zawiadomienia o wyborze tej formy opodatkowania.
Jedna dobra wiadomość: zlikwidowano wcześniejszy górny limit przychodów w wysokości 100 mln zł, który wyłączał sporą część podatników.
Kto nie skorzysta z estońskiego CIT?
Poza podmiotami o niewłaściwej formie prawnej wyłączenia obejmują kilka kategorii, z których jedna jest istotna dla praktyki. Formalnie z reżimu nie skorzystają instytucje pożyczkowe i podmioty w rodzaju banków, a także podatnicy rozliczający działalność strefową – czy to na starych zasadach specjalnych stref ekonomicznych, czy na podstawie decyzji o wsparciu.
Praktycznie ważniejsze jest wyłączenie dotyczące podatników powstałych w wyniku działań restrukturyzacyjnych. Spółka powstała z podziału albo połączenia, a także wyposażona w biznes wkładem niepieniężnym obejmującym przedsiębiorstwo lub jego zorganizowaną część, z estońskiego CIT skorzystać nie może – ale nie od razu. Obowiązuje ją okres karencji wynoszący, w uproszczeniu, około 20-24 miesięcy.
Przekształcenie jest natomiast działaniem restrukturyzacyjnym dopuszczalnym i dlatego właśnie tę drogę wybiera dziś wielu podatników. Dlaczego ustawodawca różnicuje te sytuacje, trudno powiedzieć – prawdopodobnie obawia się działań optymalizacyjnych, a analogiczne ograniczenia i okresy karencji funkcjonują przy 9-procentowym małym CIT.
Czym estoński CIT różni się od zasad ogólnych?
Trzema rzeczami: momentem powstania podatku, podstawą opodatkowania i stawkami.
Moment podatku. Na zasadach ogólnych, upraszczając mocno, gdy pojawia się zarobek, jest podatek – niezależnie od tego, co z tym zarobkiem zrobimy. W estońskim CIT sam zarobek to za mało: musi jeszcze dojść do dystrybucji. Jeżeli spółka zarabia, ale wspólnik tych pieniędzy nie wybiera, podatku nie ma.
Podstawa opodatkowania. Na zasadach ogólnych opodatkowany jest wynik podatkowy, który w spółkach prowadzących pełne księgi potrafi się istotnie różnić od bilansowego, bo przepisy CIT inaczej klasyfikują przychody i wprowadzają własne kategorie kosztów niestanowiących kosztów uzyskania przychodów. W estońskim CIT podstawą jest zysk w ujęciu bilansowym, czyli zapisy, które i tak trzeba prowadzić.
Stawki. Tu na pierwszy rzut oka wygląda to gorzej. Na zasadach ogólnych mamy 19% i 9% (mały CIT), w estońskim – 20% i 10%, przy czym niższa stawka dotyczy małych podatników i rozpoczynających działalność. Punkt procentowy więcej.
Korzyść ujawnia się dopiero na poziomie wspólnika. Wspólnik ma prawo odliczyć od swojego PIT część CIT zapłaconego przez spółkę, proporcjonalnie do posiadanych udziałów: 70% przy stawce 20% i 90% przy stawce 10%. Efektywna stawka łączna wynosi wtedy około 25% albo 20% – zależnie od metodologii liczenia wartości mogą się nieco różnić – podczas gdy na zasadach ogólnych ten łączony procent sięga niemal 35%.
A jeżeli dołożyć do tego mechanizm odroczenia, to przy zysku niewypłacanym lub wypłacanym w niewielkiej części efektywne opodatkowanie całego wypracowanego zysku jest jeszcze niższe. Jak podsumował to gość: tutaj liczby nie będą kłamać.
Gdzie jest haczyk? Ryzyka estońskiego CIT
Żadne rozwiązanie podatkowe w Polsce nie byłoby sobą, gdyby nie niosło ze sobą ryzyk – i tu też ich nie brakuje, choć w ocenie gościa odcinka nie przeważają one nad korzyściami.
Zobowiązanie na cztery lata. Wchodząc w estoński CIT, wchodzimy w niego na co najmniej cztery lata podatkowe i własnym działaniem nie da się z tego reżimu wyjść – można z niego natomiast wypaść, przestając spełniać warunki. Ciekawostka: te cztery lata to pozostałość po pierwotnym obowiązku inwestycji w środki trwałe lub zwiększenia zatrudnienia, rozliczanym właśnie w takich okresach. Obowiązek zniesiono, okres został.
Podatek od korekty wstępnej. Ponieważ przechodzimy z opodatkowania wyniku podatkowego na bilansowy, trzeba sprowadzić oba do wspólnego mianownika, żeby jakieś przychody nie zostały nieopodatkowane, a koszty rozpoznane dwukrotnie. Powstały w ten sposób podatek nie musi zostać zapłacony – wygaśnie, jeżeli przetrwamy w systemie te cztery lata. Ale trzeba znać jego wysokość, bo w razie wypadnięcia z reżimu zmaterializuje się do zapłaty.
Podatek od przekształcenia. Dotyczy spółek wchodzących w estoński CIT tuż po przekształceniu i sprowadza się do porównania wartości bilansowej składników majątku z ich wartością podatkową. Podatek pojawia się od nadwyżki wartości bilansowej. Tu ważna zmiana na korzyść: do 2022 r. porównywano wartość rynkową z podatkową, co przy nieruchomościach bywało bolesne, bo wartością podatkową jest niezamortyzowana część, a rynkowa jest zwykle znacznie wyższa. Obecnie w wielu przypadkach obie wartości będą identyczne i podatku nie będzie w ogóle. Jeżeli jednak powstanie, trzeba go zapłacić – jedyną preferencją jest rozłożenie na dwa kolejne lata podatkowe.
Ukryte zyski. To kategoria budząca największe emocje. Ustawodawca wychodzi z założenia, że dywidenda to tylko jeden ze sposobów czerpania korzyści ze spółki, i chce opodatkować pozostałe. Dwa podręcznikowe przykłady:
- Samochód spółki używany także prywatnie. Przepisy nie precyzują, co przy samochodzie stanowi ukryty zysk – mówią, czym on nie jest: ukrytego zysku nie stanowi 50% wydatków związanych z jego używaniem. Czyli, bardzo upraszczając, połowa faktury za paliwo będzie podstawą opodatkowania.
- Pożyczka udzielona wspólnikowi przez spółkę. Cywilnoprawnie nie ma przeszkód, a podatkowo bywała tańsza od 19-procentowego podatku od dywidend. Tutaj kwota pożyczki stanowi podstawę opodatkowania na poziomie spółki.
W obu przypadkach obciążenie powstaje na poziomie spółki i mechanizm odliczenia w żaden sposób tu nie działa.
Wydatki niezwiązane z działalnością gospodarczą. Nazwa brzmi prosto, ale definicji takiego wydatku nigdzie nie ma. Objaśnienia Ministra Finansów podejmują próbę naprowadzenia – z umiarkowanym sukcesem – wskazując, że choć nie są to pojęcia tożsame z kosztami uzyskania przychodów, to definicja kosztu podatkowego może być punktem wyjścia. Koronny przykład ministerstwa to kary za przedterminowe rozwiązanie kontraktu. I tu zapala się lampka, bo podatnicy od lat wskazują, że wyjście z nierentownego kontraktu i zapłata kary bywa bardziej opłacalne niż ciągnięcie go przez kolejne lata. Zdaniem gościa to – obok ukrytych zysków – bardzo perspektywiczne źródło sporów z organami podatkowymi.
Brak praktyki. Przy kilkuset podatnikach w pierwszym roku nie powstała ani zauważalna liczba interpretacji, ani orzecznictwo, ani szersze zainteresowanie ekspertów. Konstrukcji jest wiele, a oprzeć się nie ma na czym. Wchodząc w ten reżim, zgadzamy się więc na wejście w nieznane – i to na cztery lata.
Warto też zweryfikować obiegową tezę o uproszczeniu księgowości. Odpadają wprawdzie kwestie różnic między wynikiem bilansowym a podatkowym, ale w szerszym ujęciu wielu rzeczy trzeba pilnować, a od pojęć podatkowych do końca się nie ucieknie. Ktoś w firmie, zwykle zespół księgowy, musi każdą planowaną transakcję przejrzeć pod kątem powstania dodatkowego opodatkowania.
Czy wspólnik-lekarz może świadczyć usługi własnej spółce?
Może – i sama taka sytuacja nie skutkuje powstaniem ukrytego zysku. To ważne, bo w branży medycznej model, w którym wspólnik będący lekarzem wykonuje w swojej spółce świadczenia zgodne ze specjalizacją i pobiera za to wynagrodzenie, jest powszechny.
Żeby jednak problemu nie było, muszą być spełnione trzy warunki:
- Usługa musi być rzeczywiście wykonana. Warunek uniwersalny – jego niespełnienie rodzi problemy daleko wykraczające poza estoński CIT, włącznie z potencjalną odpowiedzialnością karną.
- Wynagrodzenie musi mieć wartość rynkową. Jeżeli usługa warta 100 kosztuje 150, to nadwyżka – a nie całe wynagrodzenie – może zostać potraktowana jako wypłata ukrytego zysku. Ten warunek jest naturalny i zrozumiały: gdyby nie stosunek własnościowy, tych dodatkowych pieniędzy by nie było.
- Usługa powinna być spółce potrzebna. Gość nazywa to „warunkiem twitterowym”, bo nie wynika on wprost z przepisów, tylko z wypowiedzi przedstawicieli ministerstwa, a następnie z objaśnień podatkowych.
Ten trzeci warunek budzi największe wątpliwości interpretacyjne. Przy specjalistycznych usługach medycznych związanych z działalnością spółki problemu raczej być nie powinno. Kłopot dotyczy raczej innych świadczeń niematerialnych – doradczych czy marketingowych – gdzie pytanie brzmi, czy gdyby wspólnik takiej usługi nie świadczył, spółka musiałaby jej szukać na rynku. Jak zauważa gość, to daleko idąca interpretacja i przesłanka podatna na spory: kto ma udowadniać, czy spółka daną usługę zamówiłaby, skoro jest ona faktycznie wykonywana i w cenie rynkowej?
Dwa istotne rozszerzenia:
- Problem dotyczy nie tylko wspólnika. Tak samo trzeba patrzeć na inną spółkę tego samego wspólnika oraz na osoby z bliskiej rodziny – co w branży medycznej ma znaczenie, bo małżeństwa lekarskie o różnych specjalizacjach, uzupełniające się w ramach działalności, są zwyczajną praktyką rynkową.
- Kierunek transakcji też ma znaczenie. Jeżeli to spółka na estońskim CIT świadczy usługę podmiotowi powiązanemu poniżej wartości rynkowej – warta 150, sprzedana za 100 – to owe 50 stanowi korzyść podmiotu powiązanego, a więc ukryty zysk po stronie naszej spółki.
W praktyce warunek wykonania usługi i jej potrzebności przy świadczeniach specjalistycznych da się wykazać stosunkowo łatwo. Największym problemem pozostaje rynkowość stawki – to zresztą wieczna bolączka, która nie zrodziła się wraz z estońskim CIT i której poświęcony jest cały rozdział przepisów o cenach transferowych.
Jak placówka medyczna może skorzystać na estońskim CIT?
Najkrócej: jeśli nie przejada wszystkich zysków, po prostu zaoszczędzi, bo zapłaci mniej podatku. System odliczeń i mechanizm odraczający sprawiają, że podatek będzie mniejszy albo dużo mniejszy, nawet jeśli po samych stawkach tego nie widać.
Najwięcej zyska ten, kto wypłaca mniej lub nie wypłaca nic i jednocześnie ogranicza powstawanie ukrytych zysków. Ale – i to jest ważne – zyskuje także ten, kto wypłaci połowę zysku, a w skrajnych przypadkach nawet wypłacając niemal całość można wyjść na plus względem innych form opodatkowania. Dochodzi do tego szerszy kontekst: w wieloosobowej spółce z o.o. nie ma składki zdrowotnej, w jednoosobowej jest ona dużo niższa, bo liczona w stałej wysokości, i nie pojawia się danina solidarnościowa.
Pierwotnie system skrojono jednak pod inwestujących i tam sprawdzi się najlepiej – w podmiotach inwestujących w sprzęt, w ludzi, a nawet w nieruchomości. Obowiązku reinwestowania już przy tym nie ma, więc środki można równie dobrze po prostu zatrzymać na poziomie spółki.
Warto też odnotować dwie rzeczy praktyczne. Po pierwsze, model bilansowy znosi część ograniczeń kosztowych z zasad ogólnych – przykładem bywają samochody z górnej półki, gdzie mimo podatku od ukrytych zysków rachunek przy drogich inwestycjach może wyjść korzystnie. Po drugie, po czterech latach nic się nie kończy: jeżeli nie złożymy zawiadomienia o rezygnacji, opodatkowanie przedłuża się automatycznie – dopóki oczywiście nie zmienią się przepisy.
Kiedy trzeba podjąć decyzję o wejściu?
Zasadą jest wybór na początku roku podatkowego, czyli do końca jego pierwszego miesiąca – dla podatników z rokiem kalendarzowym oznacza to koniec stycznia.
Od 2022 r. zasada ta doznaje jednak przełamania: można wejść w estoński CIT także w trakcie trwającego roku podatkowego. Minister Finansów dostrzegał taką możliwość również wcześniej, choć nie dostrzegały jej przepisy – teraz przepisy to ucieleśniły.
Wiąże się to z pewnymi niedogodnościami, bo trzeba zamknąć księgi rachunkowe i sporządzić sprawozdanie, czyli wykonać trochę dodatkowej pracy. Pojawiają się też wątpliwości natury prawnej, czy można tak dzielić rok podatkowy i obrotowy w trakcie jego trwania – gość przyjmuje, że są to przepisy szczególne, które właśnie na to pozwalają, i nie spodziewa się problemów ze strony organów.
Ciekawy efekt uboczny: wchodząc na przykład od 1 grudnia, pierwszy rok obrotowy się nie zmienia i kończy 31 grudnia, więc wymóg czterech lat podatkowych skraca się faktycznie do trzech lat i jednego miesiąca, choć nominalnie są to nadal cztery lata podatkowe.
Wniosek jest prosty: jest czas, żeby tę decyzję podjąć z głową – i warto z niego skorzystać, skoro wiąże ona na kilka lat.
FAQ
Czy podmiot leczniczy może wejść w estoński CIT? Tak, jeżeli działa jako spółka z o.o., spółka akcyjna, prosta spółka akcyjna, spółka komandytowa albo komandytowo-akcyjna i spełnia pozostałe warunki. Grupowe praktyki zawodowe w formie spółki cywilnej, jawnej lub partnerskiej skorzystać nie mogą.
Ilu pracowników trzeba zatrudniać? Co do zasady co najmniej trzy osoby w przeliczeniu na etat, przez co najmniej 300 dni w roku. Alternatywnie, przy zatrudnieniu na innej podstawie niż umowa o pracę, wydatki na wynagrodzenia muszą wynosić miesięcznie co najmniej trzykrotność przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw.
Czy spółka może mieć wspólnika będącego inną spółką? Nie. Wspólnikami mogą być wyłącznie osoby fizyczne, a sama spółka nie może być wspólnikiem w innej spółce – nawet posiadanie jednej akcji nabytej na giełdzie formalnie dyskwalifikuje.
Ile faktycznie wynosi podatek? Stawki to 20% i 10% dla małych podatników oraz rozpoczynających działalność. Po uwzględnieniu odliczenia po stronie wspólnika (odpowiednio 70% i 90% CIT spółki) efektywne opodatkowanie łączne wynosi około 25% albo 20%, wobec niemal 35% na zasadach ogólnych. Wartości zależą od metodologii liczenia.
Czy można wyjść z estońskiego CIT wcześniej niż po czterech latach? Własną decyzją nie. Można natomiast z systemu wypaść, przestając spełniać warunki – a wtedy materializuje się odroczony podatek od korekty wstępnej.
Czy wynagrodzenie wspólnika-lekarza za usługi dla spółki to ukryty zysk? Samo w sobie nie. Ukrytym zyskiem może być nadwyżka ponad wartość rynkową, jeżeli wynagrodzenie jest zawyżone. Usługa musi być przy tym faktycznie wykonana, a według objaśnień ministerstwa także potrzebna spółce.
Czy estoński CIT naprawdę upraszcza księgowość? Tylko częściowo. Odpadają kwestie różnic między wynikiem bilansowym a podatkowym, ale pojawia się konieczność bieżącego pilnowania transakcji pod kątem ukrytych zysków i wydatków niezwiązanych z działalnością gospodarczą.
Czy po czterech latach trzeba coś zrobić, żeby zostać w systemie? Nie. Bez zawiadomienia o rezygnacji opodatkowanie przedłuża się automatycznie, dopóki spełniane są warunki i nie zmienią się przepisy.
Podsumowanie
Estoński CIT to jedno z niewielu rozwiązań Polskiego Ładu, o którym da się powiedzieć coś dobrego – i dla części podmiotów leczniczych prowadzonych w formie spółki może oznaczać realnie niższy podatek oraz więcej środków na rozwój placówki, sprzęt i ludzi.
To jednak nie jest rozwiązanie dla każdego. Decyzja wiąże na cztery lata, warunki trzeba nie tylko spełnić, ale i utrzymać, a rozliczenia ze wspólnikami i podmiotami powiązanymi wymagają stałego pilnowania pod kątem ukrytych zysków. Do tego dochodzi ryzyko wynikające po prostu z nowości przepisów i braku ukształtowanej praktyki. Jak podsumował to gość odcinka: system wart zainteresowania, ale z głową – atrakcyjny dla wielu, niekoniecznie dla wszystkich.
Całej rozmowy Maćka Łokaja o estońskim CIT w podmiotach leczniczych posłuchasz w 16. odcinku podcastu „Recepta na przepis”.